NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

KOLEJNA PODRÓŻ ŻYCIA ; ŚLADAMI ŚWIĘTEGO MAKSYMILJANA MARII KOLBE DO JAPONII – zakładka ogłoszenia parafialne. Liczba miejsc ograniczona. Prosimy zgłaszać potwierdzenia…. DATA PODRÓŻY – 3 XI 2026

zmartwychwstanie jezusa chrystusa - pusty grób - skoncentruj się na całunie i rozmytych krzyżach na tło z efektami świateł flar - zmartwychwstanie religia zdjęcia i obrazy z banku zdjęć

W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy! Wydarzenia ostatnich dni doprowadziły nas do tego, co dziś przeżywamy – do radości Zmartwychwstania. Potrzebne były te trudy, potrzebna była męka i śmierć Jezusa, aby przez zmartwychwstanie ukazała się w pełni potęga Boga i abyśmy rzeczywiście poznali, że śmierć nie ma ostatniego słowa. To, co dokonało się o poranku wielkanocnym, nie jest jedynie faktem z przeszłości, lecz wydarzeniem zbawczym – znakiem zwycięstwa Boga, objawieniem Jego mocy i fundamentem naszej wiary.

Zmartwychwstanie Jezusa jest najważniejszym momentem Jego dzieła zbawienia i najbardziej wymownym świadectwem prawdy. Dziś wraz z Marią Magdaleną i Apostołami idziemy do grobu – ale nie na pogrzeb, lecz po to, aby zobaczyć, że „śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy”. To nie jest tylko wspomnienie – to ogłoszenie zwycięstwa życia nad śmiercią, łaski nad grzechem, nadziei nad rozpaczą.

Przyjrzyjmy się scenie, którą ukazuje dziś EwangeliaMaria Magdalena udała się do grobu wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno. Ciemności w Biblii często symbolizują zło i grzech. Ranek to pora, kiedy ta ciemność zaczyna się rozpraszać. To moment przełomowy, gdy rodzi się nadzieja, bo już wkrótce zapanuje jasność. Jeszcze panuje noc, jeszcze trwa cisza grobu, jeszcze wszystko wydaje się przegrane – a jednak właśnie wtedy zaczyna się nowe stworzenie. Kamień odsunięty od grobu jest dla Marii Magdaleny wielkim zaskoczeniem. Nie tego się spodziewała.

My też czasem w naszym życiu możemy być przyzwyczajeni do tego, co się dzieje – do ciemności, do grobu skrywającego trudności. Możemy być tak zajęci naszymi problemami życiowymi, że wydaje nam się, jakby Boga nie było. Czasem zapominamy, w jaki sposób szukać Chrystusa w naszym życiu. Zapominamy, że On jest źródłem nowego życia i Tym, który rozprasza trudności, które przeżywamy. Warto się w tym miejscu zastanowić: co jest tym kamieniem pieczętującym moje życie, kamieniem, który może dla mnie odsunąć Jezus Chrystus? Może są to jakieś trudności – osobiste, rodzinne, zawodowe? Może jakiś nałóg, złe przyzwyczajenie, a może przytłacza mnie ciężar grzechu? Zmartwychwstanie Chrystusa ogłasza, że żaden grzech nie ma ostatniego słowa, żadna noc nie jest ostateczna, a człowiek nie jest skazany na śmierć duchową. W Chrystusie otwiera się możliwość nowego początku – nowego stworzenia, które rodzi się z łaski.

To staje się możliwe do przezwyciężenia, gdy spojrzymy w perspektywie zmartwychwstania – wydarzenia, które jest znakiem zwycięstwa Boga nad grzechem i śmiercią, objawieniem Jego miłosierdzia oraz fundamentem nadziei dla człowieka. Nawet największe trudności, nawet gdy wydaje się, że jest beznadziejnie i wszystko jest skończone, można pokonać, powstać i na nowo budować, tworzyć nowe życie.

Do grobu nie przychodzą przypadkowi uczniowie, lecz Apostołowie, którzy odegrali ważną rolę podczas wydarzeń męki i śmierci Jezusa. Szymon Piotr – ten, który zaparł się Jezusa trzykrotnie, a wkrótce trzykrotnie wyzna swoją miłość do Mistrza i Pana oraz zostanie ustanowiony widzialną głową Kościoła – i Jan, umiłowany uczeń Jezusa, który podczas Ostatniej Wieczerzy spoczywał na Jego piersi i trwał przy Nim do samego końca. Do grobu przywiodły ich nie tylko słowa i świadectwo Marii Magdaleny, ale też miłość do Nauczyciela. Nie tylko szli do tego miejsca, lecz wręcz biegli, jak mówią nam słowa Ewangelii. Biegną, bo miłość nie potrafi czekać; biegną, bo serce ucznia nie godzi się na ostateczność grobu; biegną, bo gdzie kończy się nadzieja ludzka, tam zaczyna działać Bóg. Jan w pewnym momencie wyprzedza Piotra – a to dlatego, że miłość do Jezusa dodaje mu siły. Na miejscu jednak ustępuje Piotrowi, z szacunku dla niego.

Pusty grób, zwinięte płótna, odsunięty kamień – to wszystko oznacza, że Jezusa nie ma tam, gdzie szukają Go niewiasty i uczniowie. Grób, który był znakiem klęski, staje się miejscem objawienia; cisza śmierci zamienia się w początek nowego życia; to, co miało być końcem, staje się początkiem. Gdy poszukujemy Jezusa w naszym życiu, może się zdarzyć, że szukamy nie tam, gdzie trzeba. Być może jesteśmy zbytnio przyzwyczajeni do starego życia, do swoich nawyków, może nawet do grzechów. To sprawia, że do naszej codzienności wkrada się zaciemnienie i zaślepienie. Wtedy trzeba szczególnie wsłuchać się w to, co mówi do nas Bóg poprzez swoje słowo i poprzez różne wydarzenia. Warto wtedy starać się o swoiste zmartwychwstanie w swoim życiu.

To zmartwychwstanie zaczęło się w nas już w chwili chrztu świętego. W sakramencie chrztu zostaliśmy zanurzeni w śmierci Chrystusa, aby razem z Nim powstać do nowego życia. Zostaliśmy obmyci z grzechu, włączeni w Jego zwycięstwo i uczynieni nowym stworzeniem. Wielkanoc przypomina nam, że łaska chrztu nie jest wydarzeniem z przeszłości, lecz rzeczywistością, która trwa i domaga się odnowienia.

Chrystus jest Tym, który nas odnawia, Tym, który przemienia nasze życie. Jego zmartwychwstanie jest znakiem niezawodnej nadziei, umacniającej w najtrudniejszych momentach życia. Dzięki męce, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa mamy dostęp do życia wiecznego. On został ofiarowany jako nasza Pascha, czyli przejście ze śmierci spowodowanej przez grzech do życia. To przejście dokonuje się w nas: ze starego człowieka do nowego, z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych, z lęku do nadziei, ze śmierci do życia. To nas zobowiązuje do tego, aby przemieniać swoje życie, aby z wdzięcznością za ten wielki dar nie marnować go, lecz coraz bardziej owocować nim w swoim życiu. Oby te ważne wydarzenia paschalne były dla nas tym, o co prosimy dziś w kolekcie, czyli modlitwie na początku Mszy: zmartwychwstaniem do nowego życia w światłości.

Niech pusty grób będzie dla nas znakiem nadziei, szczególnym drogowskazem uświadamiającym nam, że istnieje Miłość, która jest silniejsza od grzechu i śmierci, która potrafi przekroczyć granice po ludzku niemożliwe do przejścia. To Miłość, która wyprowadza z grobu, podnosi z upadku, przebacza grzech i daje nowe życie. Wraz z Marią Magdaleną, Janem, Piotrem i pozostałymi uczniami starajmy się dostrzec cud zmartwychwstania w naszym życiu.

Wołajmy szczególnie dziś z wiarą i radością: „Wiemy, żeś zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy, O Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy!”.

NIEDZIELA PALMOWA – NIEDZIELA MĘKI PAŃSKIEJ

 

NABOŻEŃSTWA TRIDUUM W PARAFII; CZWARTEK, PIĄTEK, SOBOTA GODZ. 19.00. REZUREKCJA – NIEDZIELA O6.00

Idziemy za Jezusem jak uczniowie

Co czyni nas chrześcijanami? Zapis w księdze chrztów? Pielęgnowanie zwyczajów religijnych? Przywiązanie do tradycyjnych wartości i konserwatywny sposób myślenia o świecie?

Papież Benedykt XVIa za nim papież Franciszek, odpowiadają na to pytanie tak: „U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei; jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie” (Deus caritas est, 1). Formalna przynależność do Kościoła poprzez chrzest i przyjęcie innych sakramentów nie wystarczy, jeśli nie są one traktowane poważnie i jeśli w pewnym momencie życia nie nastąpi nawrócenie serca i umysłu.

To, co czyni ochrzczonego chrześcijaninem, to osobiste oddanie się Chrystusowi. Kiedy zostaliśmy ochrzczeni, Bóg powiedział każdemu z nas: „Tak, przyjmuję cię jako mojego syna lub moją córkę”. Trzeba, aby i w naszym życiu przyszedł taki moment, kiedy powiemy Chrystusowi: „Tak, Jezu, przyjmuję Cię jako mojego Zbawiciela, mojego Pana, mojego Króla i oddaję Ci moje życie”.

Idziemy dzisiaj w procesji za Jezusem. Należymy do uczniów, którzy w ten sposób wyrażają radość z poznania Jezusa, z bycia Jego przyjaciółmi. Ta radość jest wyrazem naszego opowiedzenia się za Jezusem i naszej gotowości, by iść z Nim, dokądkolwiek nas prowadzi. To „pójście za Chrystusem” opisuje całość chrześcijańskiej egzystencji – uczeń idzie za mistrzem. A co to w praktyce oznacza „iść za Chrystusem”?

Dla papieża Benedykta XVI pójść za Chrystusem to przede wszystkim przemiana wewnętrzna.

„Chodzi o to, by nie być już zamkniętym w sobie i uznać samorealizację za główny cel swojego życia. Chodzi o dobrowolne poddanie się drugiemu – dla prawdy, dla miłości, dla Boga, który idzie przede mną w Jezusie Chrystusie i wskazuje mi drogę. Chodzi o fundamentalną decyzję, by nie postrzegać zysku i korzyści, kariery i sukcesu jako ostatecznego celu mojego życia, lecz uznać prawdę i miłość za jego prawdziwe kryteria. Chodzi o wybór: żyć tylko dla siebie czy oddać się – i to czemuś większemu. I pamiętajmy, że prawda i miłość nie są abstrakcyjnymi pojęciami, lecz w Jezusie Chrystusie nabierają osobowego kształtu. Jeśli za Nim podążam, oddaję się służbie prawdzie i miłości. Tracąc siebie, odnajduję siebie”.

Z kolei świecki chrześcijanin, amerykański polityk Mark Hatfield, na pytanie, co oznacza „iść za Chrystusem”, odpowiada tak:

„Nie mogłem żyć dalej tak, jak dotychczas; chodzić do kościoła, bo zawsze chodziłem. Albo Chrystus jest Bogiem, Zbawicielem i Panem, albo nie. A jeśli jest, to musi mieć cały mój czas, całe moje oddanie, całe moje życie”.

Jak to się dzieje, że człowiek staje się uczniem Chrystusa, pokazuje życie świętego Ignacego z Loyoli. Pochodził on z baskijskiej rodziny szlacheckiej. Walcząc w armii Ferdynanda i Izabeli w 1521 roku, został ciężko ranny w bitwie. Z tego powodu spędził wiele miesięcy na rekonwalescencji w zamku w Loyoli. Aby umilić sobie czas, poprosił o książki o tematyce romantycznej. Nie było ich, więc otrzymał żywoty Chrystusa i świętych. Te książki odmieniły jego życie. Zamiast kontynuować służbę ziemskiemu królowi, postanowił poświęcić swoje życie służbie Bogu i dążyć do duchowych zwycięstw, których owoce będą wieczne. „Zabierz, Panie!” – modlił się Ignacy. „Zabierz wszystko: moją wolność, moją pamięć, mój rozum, moją wolę – wszystko, czym jestem i wszystko, co posiadam. Dałeś mi to wszystko. Ja oddaję to Tobie. Cały jestem Twój. Czyń ze mną, co chcesz. Daj mi swoją miłość i łaskę – to mi wystarczy”.

Ignacy założył Towarzystwo Jezusowe, które dało światu wielu uczonych i świętych. Napisał niewielką książeczkę „Ćwiczenia duchowe, która stała się klasyką. Przez Kościół został wyniesiony na ołtarze. Jego duchowość do dziś wpływa na życie ludzi i świata. A wszystko zaczęło się od osobistego i całkowitego oddania życia Jezusowi jako Panu i Królowi.

Idziemy dziś za Jezusem w procesji. Nasze wewnętrzne oddanie znajduje wyraz w naszej postawie zewnętrznej. Tak też jest w codziennym życiu: Iść za Mistrzem to trwać w Jego obecności – na liturgii i w osobistej modlitwie. Iść za Mistrzem to mieć przed oczyma Jego postać, patrzeć na Jego zachowanie i słuchać Jego słów.

Kto Mu się powierzy i pozwoli Mu pokierować swoim życiem, stanie się narzędziem w Jego ręku. A wtedy zbawcza misja Chrystusa, który pierwszy oddał za nas swoje życie, umierając z miłości na krzyżu, będzie w naszym życiu kontynuowana.

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

 

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU, 26.03.2023 – Duszpasterstwo ...

Wspólnota Kościoła w V Niedzielę Wielkiego Postu otrzymuje ważne słowo o nadziei mającej swoje źródło w Jezusie Zmartwychwstałym. Chodzi tu o jeden z ostatnich znaków uczynionych przez Jezusa przed Jego śmiercią, jakim było przywrócenie do życia Łazarza. To właśnie po tym znaku przywódcy religijni podjęli decyzję o pojmaniu i straceniu Jezusa.

W historii wskrzeszenia Łazarza padają niezwykle przejmujące słowa wypowiedziane do Jezusa przez Martę: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł” (J 11,21). Te słowa, wypowiedziane przez pełną cierpienia i żalu siostrę zmarłego, są z jednej strony wołaniem cierpiącego człowieka, a z drugiej – paradoksalnie – pewnym aktem wiary. Można by nawet powiedzieć, że są skargą człowieka, która jednocześnie staje się modlitwą skierowaną do Boga. Jakby Marta chciała powiedzieć innymi słowy: wierzę, że mogłeś go i nas od tego zachować, oraz wierzę, że także teraz Twoja obecność tutaj może wszystko odmienić.

Historia wskrzeszenia Łazarza to nie tylko miejsce objawienia się chwały Boga, który jest Panem życia i śmierci. To także przestrzeń, w której każdy może odnaleźć siebie i swoją historię, związaną z doświadczeniem bólu, a może także rozczarowaniem, słabą wiarą, poczuciem niewysłuchanych modlitw lub nawet nieobecności Boga. Dobrze, że są takie miejsca w Piśmie Świętym, gdzie mogą ujawnić się takie uczucia – stają się one przestrzenią i zaproszeniem, aby wypowiedzieć je przed Bogiem.

Często w naszym życiu spotykamy podobne momenty krytyczne. Są one związane ze stratą kogoś bliskiego, ciężką chorobą, trudną relacją, utratą czegoś ważnego czy brakiem sensu życia. Bardzo często rodzi się w nas przekonanie, że na pomoc jest już za późno, że pewne sytuacje są wręcz nieodwracalne. Takie doświadczenie może jednak stać się częścią drogi wiary. Marta, w samym środku kryzysu, który ją spotkał, spotyka Jezusa. Wychodzi do Niego i rozmawia z Nim. Mówiąc słowa: „Panie, gdybyś tu był” (J 11,21). , szuka sensu w całej tej sytuacji. Jednocześnie jest przekonana, że obecność Jezusa nada sens temu, czego nie rozumie.

Tak jak w historii Łazarza leżącego w grobie Jezus woła: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz” (J 11,43). , tak zwraca się do nas w momentach trudnych. Chce, aby historia przywrócenia zmarłego do życia uczyła nas, że sytuacje graniczne nie muszą oznaczać końca, że to, co martwe, może być ożywione i że Bóg potrafi otworzyć każdy grób człowieka. Najczęściej takim grobem w naszym życiu staje się miejsce bólu i doświadczenia kresu.

My także możemy wołać za Martą: „Panie, gdybyś tu był” (J 11,21) – w sytuacji „grobu” wiary, utraconej nadziei, poczucia sensu życia i w każdym innym momencie, gdy to, co nas spotyka, jest jakby bez życia lub przypomina grób. Jest to niezwykle ważne, bo – jak powiedział papież Benedykt XVI:

Bóg stworzył człowieka dla zmartwychwstania i dla życia, i ta prawda nadaje autentyczny i definitywny wymiar ludzkiej historii, ich życiu osobistemu i ich życiu społecznemu, kulturze, polityce i ekonomii. Pozbawiony światła wiary cały wszechświat zostaje zamknięty w grobie bez przyszłości, bez nadziei” (Orędzie na Wielki Post 2011).

Historia wskrzeszenia Łazarza to historia, w której choroba i śmierć człowieka nie są ostatnim słowem Boga ani końcem ludzkiej historii. W Bogu są raczej początkiem, ponieważ On – Pan życia – patrzy dalej niż człowiek i przypomina, że jest zawsze obecny w naszym życiu oraz działa także w najtrudniejszych wydarzeniach. Tylko Bóg może przemienić najciemniejsze momenty w miejsce, gdzie rodzi się światło. Nawet jeśli po ludzku wszystko wydaje się już całkowicie stracone, On może wszystko odnowić i przywrócić do życia.

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

IV niedziela Wielkiego Postu – Niedziela Laetare, Niedziela radości. Moglibyśmy zadać pytanie: czy słowo kierowane do nas w tę Niedzielę przynosi nam radość? A jeśli tak, to jaką?

Drodzy Bracia i Siostry, w czasach, gdy człowiek tak łatwo potrafi ocenić drugiego, nawet niesłusznie, gdy widzimy w drugim to, co chcemy widzieć – nierzadko tylko wady – radość z dzisiejszego słowa, a zarazem motyw łączący wszystkie czytania, brzmi: Bóg widzi inaczej niż człowiek i chce na prawdę otworzyć nasze oczy. Chce to uczynić, ponieważ nas kocha i pragnie naszego szczęścia. 

W pierwszym czytaniu z Księgi Samuela słyszymy o wyborze Dawida. Kiedy prorok patrzy na synów Jessego, naturalnie zwraca uwagę na tych, którzy są silni, wysocy, imponujący. Patrzy bardzo po ludzku. Tymczasem Bóg mówi bardzo wyraźnie: „Nie zważaj na jego wygląd ani na wysoki wzrost… bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”. I wybór pada na najmłodszego – Dawida, pasterza, którego nikt się nie spodziewał.

To pierwsza ważna lekcjaBóg patrzy głębiej niż ludzkie oczy.

Wielki Post jest czasem przemiany, nawrócenia i nieustannego powrotu do Boga. Być może przychodzą chwile, gdy jesteśmy sfrustrowani sami sobą, gdy patrzymy na siebie i myślimy: „Znowu się nie udało, znów nie wyszło. Bóg pewnie ma mnie już dość…”.

PamiętajmyOn patrzy inaczej. Patrzy z miłością i miłosierdziem.

Podobną prawdę ukazuje dzisiejsza Ewangelia o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. Na początku uczniowie patrzą na tego człowieka i zadają pytanie typowo ludzkie: „Kto zgrzeszył – on czy jego rodzice, że się urodził niewidomy?”.

Szukają winnego. Patrzą na cierpienie jak na karę. Jezus natomiast zupełnie zmienia perspektywę: „Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże”.

I dokonuje się cud – niewidomy zaczyna widzieć. Ale paradoks polega na tym, że ten, który był niewidomy, zaczyna widzieć coraz więcej, a ci, którzy byli przekonani, że widzą – faryzeusze – pogrążają się w coraz większej ślepocie.

Na końcu Ewangelii Jezus wypowiada bardzo mocne słowa: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd: aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”.

To jest dramat duchowej ślepoty.

Człowiek może mieć zdrowe oczy, a jednocześnie nie widzieć Boga, nie widzieć prawdy o sobie, nie dostrzegać dobra drugiego człowieka.

Dlatego św. Paweł w drugim czytaniu mówi: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jak dzieci światłości”.

Właśnie o przejściu z ciemności do światła jest Wielki Post.

Warto jednak zauważyć jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. W starożytnym Kościele tę Ewangelię czytano szczególnie wobec katechumenów przygotowujących się do chrztu, ponieważ chrzest nazywano właśnie „oświeceniem”. Człowiek ochrzczony to ktoś, komu Chrystus otworzył oczy serca i wprowadził go w światło wiary.

Dlatego dzisiejsza Ewangelia jest także pytaniem skierowanym do każdego z nas: czy naprawdę żyję łaską mojego chrztu? Czy moje oczy wiary są otwarte, czy może przyzwyczaiłem się do życia tak, jakby Boga w moim życiu w ogóle nie było?

W tym miejscu nie można nie wspomnieć o patronie dzisiejszego dnia, tak ważnym dla redemptorystów – św. Klemensie Marii Hofbauerze. On zdecydowanie był człowiekiem o bardzo jasnych oczach wiary.

Klemens potrafił zobaczyć to, czego inni nie widzieli. W Warszawie, przy kościele św. Benona, prowadził ogromną działalność duszpasterską: codzienną liturgię, misję nieustanną, opiekę nad ubogimi, sierocińce i szkoły.

Ale Klemens widział jeszcze coś więcej. Widział, że świat się zmienia i że Kościół musi szukać nowych dróg głoszenia Ewangelii. Powtarzał często słynne zdanie:

„Ewangelia musi być głoszona zawsze na nowo”.

Można powiedzieć, że św. Klemens miał właśnie takie oczy, o których mówi dzisiejsza Ewangelia – oczy wiary. Potrafił patrzeć na ludzi nie tylko po ludzku, ale tak, jak patrzy Bóg. W ubogich widział nie problem, lecz ludzi powierzonych mu przez Boga. W trudnych czasach widział nie tylko kryzys, ale także nowe możliwości działania łaski.

To zdanie jest niezwykle aktualne także dziś.

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam jeszcze jedną rzeczuzdrowienie oczu to dopiero początek drogi.

Ten niewidomy przechodzi w Ewangelii pewien proces. Na początku mówi o Jezusie: „człowiek zwany Jezusem”. Potem: „jest prorokiem”. A na końcu, gdy spotyka Jezusa ponownie, mówi: „Wierzę, Panie” – i oddaje Mu pokłon.

To jest droga wiaryod niejasnego widzenia do spotkania z Panem.

I to jest również nasza droga. Bardzo często w życiu duchowym widzimy tylko trochę – nie wszystko rozumiemy, nie wszystko jest jasne. Ale jeśli człowiek idzie za Chrystusem, krok po kroku zaczyna widzieć coraz więcej.

Może więc Wielki Post jest właśnie czasem zadania sobie kilku prostych pytań:

Na co ja patrzę w swoim życiu?
Czy potrafię widzieć tak jak Bóg – sercem?
Czy nie jestem czasem podobny do faryzeuszów, którzy są pewni, że wszystko wiedzą?
A może w moim życiu są ludzie, których już dawno zaszufladkowałem? 
Może patrzę na kogoś tylko przez pryzmat jego błędów, przeszłości, słabości? 
Dzisiejsze słowo przypomina nam: Bóg patrzy inaczej.

Św. Klemens Hofbauer miał bardzo proste, ale głębokie powiedzenie. Gdy sytuacja wydawała się beznadziejna, mówił:
„Bóg wszystkim pokieruje”.

To nie była naiwność. To była wiara człowieka, który naprawdę widział działanie Boga w historii.

Drodzy Bracia i Siostry, prośmy dziś w tej Eucharystii o trzy rzeczy.

Po pierwsze – o oczy, które widzą sercem, tak jak Bóg widział serce Dawida.

Po drugie – o światło wiary, które wyprowadza nas z ciemności, o której mówi św. Paweł

I po trzecie – o odwagę św. Klemensa, aby w naszym świecie, często pogrążonym w duchowej ślepocie, umieć na nowo ukazywać ludziom Chrystusa.

Bo największym cudem dzisiejszej Ewangelii nie jest tylko uzdrowienie oczu.

Największym cudem jest to, że człowiek spotkał Jezusa i uwierzył.

A właśnie do tego prowadzi cały Wielki Post.

III NIRDZIELA WIELKIEGO POSTU

 

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU - ROK A - biblia.wiara.pl

Dzisiejsza liturgia słowa opowiada nam w pierwszym czytaniu o wyprowadzeniu przez Mojżesza wody ze skały, a w Ewangelii o spotkaniu Samarytanki z Jezusem. Tym samym zachęca nas do refleksji nad chrztem, który przyjęliśmy przez polanie wodą, oraz do przygotowania się do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych w Noc Paschalną.

Wiemy dobrze, że woda oczyszcza i gasi pragnienie. Jezus zechciał, aby zbawienie docierało do ludzi poprzez wodę chrztu: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28,19). W innym miejscu Pan powiedział: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije” (J 7,37). Gdy na krzyżu z otwartego boku Jezusa wypłynęła krew i woda, Kościół odczytuje w tym znak sakramentów, zwłaszcza chrztu i Eucharystii.

Chrzest nie jest jedynie znakiem oczyszczenia. Jest zanurzeniem w Paschę Chrystusa – w Jego śmierć i zmartwychwstanie. To z przebitego boku Ukrzyżowanego rodzi się Kościół, a w poranek zmartwychwstania otwiera się dla nas nowe życie. Każdy ochrzczony zostaje włączony w zwycięstwo Chrystusa nad grzechem i śmiercią.

Pierwsi chrześcijanie mówili o wodzie z wielkim przejęciem, stanowiła ona bowiem dla nich znak nowego życia. Wiedzieli, że poprzez chrzest narodzili się do życia Bożego i będą mogli nim żyć, jeśli pozostaną wierni łasce, którą otrzymali. To znaczy, jeśli będą wierni przyrzeczeniom chrzcielnym, żyjąc w stanie łaski uświęcającej oraz dochowując wierności swojemu Zbawicielowi, Jezusowi Chrystusowi. Pamiętali, że jeśli odwrócą się od tego źródła, grozi im duchowa posucha i śmierć podobna do losu ryby wyjętej z wody.

W dzisiejszej Ewangelii usłyszeliśmy, że Samarytanka na swej drodze spotkała Jezusa, który, zmęczony wędrówką, usiadł przy studni Jakuba. Nie zważając na uprzedzenia swoich czasów, Jezus rozpoczął rozmowę z kobietą i poprosił ją, by dała Mu pić.

Jego sposób rozmawiania sprawił, że potrafiła być szczera i otwarta. W trakcie rozmowy Jezus ukazał jej prawdę o jej życiu, objawiając, że zna jej historię. Następnie objawił jej, że to On jest Mesjaszem, który przychodzi, aby zbawić świat.

W tej rozmowie widać drogę jej wiary: najpierw widzi w Nim zwykłego Żyda, potem nazywa Go „Panem”, uznaje za proroka, aż w końcu otwiera się na objawienie Mesjasza. Jej serce stopniowo dojrzewa do wiary.

Jezus mówi jej również o prawdziwym kulcie: że nadchodzi godzina, gdy prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie.

Nie chodzi już o spór między górą Garizim a Jerozolimą, lecz o nowe uwielbienie Boga, możliwe dzięki Duchowi Świętemu, którego Chrystus da po swoim uwielbieniu. Pascha Jezusa otwiera nową epokę – kult w Duchu i prawdzie rodzi się z Jego ofiary i z daru Ducha.

Jezus wzbudził w niej pragnienie Boga, który daje życie wieczne. To spotkanie stało się dla niej początkiem nowego życia. Kobieta otwiera się i wyraża pragnienie przyjęcia Bożych darów: „Daj mi tej wody!”(J 4,15).

Pozostawia swój dzban – znak dawnego sposobu myślenia i życia – i biegnie do miasta. Ta, która przyszła w południe samotnie, staje się świadkiem wobec innych. Spotkanie z Chrystusem przemienia ją i czyni apostołką. 

Woda żywa, o której słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, jest znakiem łaski chrztu oraz daru Ducha Świętego. Postawa Samarytanki zaprasza nas, byśmy zatrzymali się przy studni wody żywej, do której przychodzi wiele serc spragnionych nadziei. Czerpiąc z tej studni, którą jest sam Chrystus, będziemy mogli bardziej świadomie i odważnie iść drogami naszego życia, spotykając ludzi potrzebujących świadectwa wiary, którą otrzymaliśmy w sakramencie chrztu. Będziemy wtedy mieć okazję, by przypominać, że ze strony człowieka istotne jest pragnienie serca, które może wyrazić się słowami Samarytanki: „Daj mi tej wody!” (J 4,15).

Dzisiejsza niedziela niech będzie dla nas dobrą okazją, by podziękować Bogu za dar chrztu świętego, dzięki któremu otrzymaliśmy nowe życie – życie Boże w nas. Dziękujmy za łaskę wiary i podtrzymujmy w sobie ogień Bożej miłości. Prośmy jednocześnie, abyśmy umieli pielęgnować ten dar i, prowadzeni przez Ducha Świętego, dochowali wierności przyrzeczeniom chrzcielnym.

Niech naszym konkretnym ćwiczeniem duchowym w tym tygodniu będzie osobiste odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych podczas modlitwy w domu lub chwili adoracji Najświętszego Sakramentu. Wróćmy świadomie do słów: „Wyrzekam się” i „Wierzę”, pamiętając, że są one odpowiedzią na Paschę Chrystusa, który oddał za nas życie i zmartwychwstał, abyśmy mieli życie w obfitości.

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU, 16.03.2025 – Duszpasterstwo ...

Co roku w drugą niedzielę Wielkiego Postu Liturgia Słowa prowadzi nas wraz z Jezusem na Górę Przemienienia. Jest ona identyfikowana ze stojącą samotnie w Dolnej Galilei majestatyczną Górą Tabor, której czasza widoczna jest z daleka jak wielki hełm górujący nad okolicą. Dzisiaj można na nią z łatwością wjechać wygodną taksówką, ale w czasach Jezusa wejście na tak wysokie wzniesienie (mierzące 588 m n.p.m.) łączyło się z niemałym wysiłkiem. Być może już w tym fakcie kryje się sugestia, że droga do celu musi być okupiona trudem wspinania. Sugerowało to wielu mistyków i mistrzów duchowości, którzy swoje koncepcje rozwoju duchowego opierali na wizji drogi wiodącej na szczyt góry. Aby osiągnąć cel wędrówki, jakim jest świętość, trzeba wybrać się w niełatwą drogę, która wymaga wysiłku. Ten obraz towarzyszy nam w kontekście wielkopostnych zmagań, które są okazją do postępu w świętości i zbliżenia się do celu wędrówki, jakim jest zjednoczenie z Jezusem.

Zasadniczym celem wydarzenia Przemienienia Pańskiego było umocnienie uczniów poprzez objawienie im Boskiego Oblicza, aby w momencie zgorszenia krzyża nie zwątpili w Jezusa i zrozumieli, że droga do zmartwychwstania wiedzie przez cierpienie – jak wyjaśnia prefacja II niedzieli Wielkiego Postu. Także my zapewne doświadczyliśmy w naszym życiu momentów Taboru, gdy odczuwaliśmy niezwykłą bliskość Boga, a niebo zdawało się być na wyciągnięcie ręki. Te momenty są łaską i mają dla naszego życia ważne znaczenie, bo umacniają naszą wiarę i pozwalają przetrwać trudne chwile próby. Bylibyśmy jednak w błędzie, gdybyśmy sądzili, że całe życie chrześcijańskie polega na ich szukaniu i usiłowaniu zatrzymania ich na stałe. Wyrażona przez Święty Piotra chęć postawienia trzech namiotów, czyli przedłużenia w czasie błogiego doświadczenia Taboru, nie znalazła akceptacji ze strony Jezusa. Przecież kilka dni wcześniej Jezus zapowiadał swoją mękę, cierpienie i ukrzyżowanie. Trzeba będzie zejść z Góry Przemienienia i, niosąc krzyż, wspinać się na inną górę – na Kalwarię – bo droga do Zmartwychwstania wiedzie przez krzyż. Nie da się go wykluczyć z życia ucznia Jezusa; co więcej, nie da się go wykluczyć z jakiegokolwiek ludzkiego życia, jednak nie wszyscy potrafią odkryć w nim narzędzie zbawienia. Wizje życia pozbawionego trosk i kłopotów, cierpień i trudów, jakie czasami rysowane są nam przez różne ideologie, w gruncie rzeczy są utopią. Krzyża nie można uniknąć – ale można z niego uczynić narzędzie ocalenia.

Zwróćmy uwagę na dwa wyrażenia z początku dzisiejszej Ewangelii: Jezus „wziął z sobą” i „zaprowadził”. Trzeba pozwolić Jezusowi, żeby nas „wziął z sobą”, czyli dać Mu szansę, aby nami pokierował, zadysponował nami. Pozwólmy, by dotarł do naszych uszu głos z nieba, od Ojca: „Jego słuchajcie”. Słuchać Jezusa to okazać Mu bezwarunkowe zaufanie, bo On zna drogę „na górę”, do celu. Trzeba stać się uczniem Jezusa. Trzeba pozwolić się „zaprowadzić” drogą ewangelicznych rad, wskazań i poleceń, bo nie ma lepszego przewodnika ani nauczyciela, by osiągnąć cel, niż Jezus. Abraham posłuchał głosu Boga i wyruszył w drogę. Apostołowie Piotr, Jan i Jakub pozwolili, żeby Jezus ich poprowadził, i dlatego zobaczyli chwałę (doświadczyli przedsionka nieba), której sami nigdy by nie osiągnęli.

Może i my znamy takie chwile z własnego życia: moment modlitwy, spowiedzi, rekolekcji, gdy nagle wszystko staje się jasne i serce wie, że Bóg jest blisko. A potem przychodzi poniedziałek, obowiązki, zmęczenie, rachunki, nieporozumienia – i trzeba zejść z góry.

Właśnie tam rozstrzyga się wiara: nie na Taborze, lecz w dolinie codzienności.

Paradoks chrześcijaństwa polega na tym, że największe światło często rodzi się w chwilach, które wydają się najciemniejsze.

Współczesnemu człowiekowi wydaje się, że jego godność domaga się tego, aby sam o sobie decydował i był „kowalem swojego losu”. Ile razy jednak przekonujemy się, że nie potrafimy poprowadzić nawet jednego dnia dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy? Zapominamy, że nie jesteśmy tu na ziemi przypadkiem i mamy przed sobą cel, dla którego istniejemy, oraz Przewodnika, który oddał życie, aby nikt z nas nie zaginął.

Czy naprawdę chcemy iść przez życie sami, skoro Ten, który zna drogę na szczyt, wciąż mówi: „Chodź za Mną”?