III NIRDZIELA WIELKIEGO POSTU

KLEJNA PODRÓŻ ŻYCIA ; ŚLADAMI ŚWIĘTEGO MAKSYMILJANA MARII KOLBE DO JAPONII – zakładka ogłoszenia parafialne. Liczba miejsc ograniczona. Prosimy zgłaszać potwierdzenia…. DATA PODRÓŻY – 3 IX 2026

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU - ROK A - biblia.wiara.pl

Dzisiejsza liturgia słowa opowiada nam w pierwszym czytaniu o wyprowadzeniu przez Mojżesza wody ze skały, a w Ewangelii o spotkaniu Samarytanki z Jezusem. Tym samym zachęca nas do refleksji nad chrztem, który przyjęliśmy przez polanie wodą, oraz do przygotowania się do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych w Noc Paschalną.

Wiemy dobrze, że woda oczyszcza i gasi pragnienie. Jezus zechciał, aby zbawienie docierało do ludzi poprzez wodę chrztu: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28,19). W innym miejscu Pan powiedział: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije” (J 7,37). Gdy na krzyżu z otwartego boku Jezusa wypłynęła krew i woda, Kościół odczytuje w tym znak sakramentów, zwłaszcza chrztu i Eucharystii.

Chrzest nie jest jedynie znakiem oczyszczenia. Jest zanurzeniem w Paschę Chrystusa – w Jego śmierć i zmartwychwstanie. To z przebitego boku Ukrzyżowanego rodzi się Kościół, a w poranek zmartwychwstania otwiera się dla nas nowe życie. Każdy ochrzczony zostaje włączony w zwycięstwo Chrystusa nad grzechem i śmiercią.

Pierwsi chrześcijanie mówili o wodzie z wielkim przejęciem, stanowiła ona bowiem dla nich znak nowego życia. Wiedzieli, że poprzez chrzest narodzili się do życia Bożego i będą mogli nim żyć, jeśli pozostaną wierni łasce, którą otrzymali. To znaczy, jeśli będą wierni przyrzeczeniom chrzcielnym, żyjąc w stanie łaski uświęcającej oraz dochowując wierności swojemu Zbawicielowi, Jezusowi Chrystusowi. Pamiętali, że jeśli odwrócą się od tego źródła, grozi im duchowa posucha i śmierć podobna do losu ryby wyjętej z wody.

W dzisiejszej Ewangelii usłyszeliśmy, że Samarytanka na swej drodze spotkała Jezusa, który, zmęczony wędrówką, usiadł przy studni Jakuba. Nie zważając na uprzedzenia swoich czasów, Jezus rozpoczął rozmowę z kobietą i poprosił ją, by dała Mu pić.

Jego sposób rozmawiania sprawił, że potrafiła być szczera i otwarta. W trakcie rozmowy Jezus ukazał jej prawdę o jej życiu, objawiając, że zna jej historię. Następnie objawił jej, że to On jest Mesjaszem, który przychodzi, aby zbawić świat.

W tej rozmowie widać drogę jej wiary: najpierw widzi w Nim zwykłego Żyda, potem nazywa Go „Panem”, uznaje za proroka, aż w końcu otwiera się na objawienie Mesjasza. Jej serce stopniowo dojrzewa do wiary.

Jezus mówi jej również o prawdziwym kulcie: że nadchodzi godzina, gdy prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie.

Nie chodzi już o spór między górą Garizim a Jerozolimą, lecz o nowe uwielbienie Boga, możliwe dzięki Duchowi Świętemu, którego Chrystus da po swoim uwielbieniu. Pascha Jezusa otwiera nową epokę – kult w Duchu i prawdzie rodzi się z Jego ofiary i z daru Ducha.

Jezus wzbudził w niej pragnienie Boga, który daje życie wieczne. To spotkanie stało się dla niej początkiem nowego życia. Kobieta otwiera się i wyraża pragnienie przyjęcia Bożych darów: „Daj mi tej wody!”(J 4,15).

Pozostawia swój dzban – znak dawnego sposobu myślenia i życia – i biegnie do miasta. Ta, która przyszła w południe samotnie, staje się świadkiem wobec innych. Spotkanie z Chrystusem przemienia ją i czyni apostołką. 

Woda żywa, o której słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, jest znakiem łaski chrztu oraz daru Ducha Świętego. Postawa Samarytanki zaprasza nas, byśmy zatrzymali się przy studni wody żywej, do której przychodzi wiele serc spragnionych nadziei. Czerpiąc z tej studni, którą jest sam Chrystus, będziemy mogli bardziej świadomie i odważnie iść drogami naszego życia, spotykając ludzi potrzebujących świadectwa wiary, którą otrzymaliśmy w sakramencie chrztu. Będziemy wtedy mieć okazję, by przypominać, że ze strony człowieka istotne jest pragnienie serca, które może wyrazić się słowami Samarytanki: „Daj mi tej wody!” (J 4,15).

Dzisiejsza niedziela niech będzie dla nas dobrą okazją, by podziękować Bogu za dar chrztu świętego, dzięki któremu otrzymaliśmy nowe życie – życie Boże w nas. Dziękujmy za łaskę wiary i podtrzymujmy w sobie ogień Bożej miłości. Prośmy jednocześnie, abyśmy umieli pielęgnować ten dar i, prowadzeni przez Ducha Świętego, dochowali wierności przyrzeczeniom chrzcielnym.

Niech naszym konkretnym ćwiczeniem duchowym w tym tygodniu będzie osobiste odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych podczas modlitwy w domu lub chwili adoracji Najświętszego Sakramentu. Wróćmy świadomie do słów: „Wyrzekam się” i „Wierzę”, pamiętając, że są one odpowiedzią na Paschę Chrystusa, który oddał za nas życie i zmartwychwstał, abyśmy mieli życie w obfitości.

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU, 16.03.2025 – Duszpasterstwo ...

Co roku w drugą niedzielę Wielkiego Postu Liturgia Słowa prowadzi nas wraz z Jezusem na Górę Przemienienia. Jest ona identyfikowana ze stojącą samotnie w Dolnej Galilei majestatyczną Górą Tabor, której czasza widoczna jest z daleka jak wielki hełm górujący nad okolicą. Dzisiaj można na nią z łatwością wjechać wygodną taksówką, ale w czasach Jezusa wejście na tak wysokie wzniesienie (mierzące 588 m n.p.m.) łączyło się z niemałym wysiłkiem. Być może już w tym fakcie kryje się sugestia, że droga do celu musi być okupiona trudem wspinania. Sugerowało to wielu mistyków i mistrzów duchowości, którzy swoje koncepcje rozwoju duchowego opierali na wizji drogi wiodącej na szczyt góry. Aby osiągnąć cel wędrówki, jakim jest świętość, trzeba wybrać się w niełatwą drogę, która wymaga wysiłku. Ten obraz towarzyszy nam w kontekście wielkopostnych zmagań, które są okazją do postępu w świętości i zbliżenia się do celu wędrówki, jakim jest zjednoczenie z Jezusem.

Zasadniczym celem wydarzenia Przemienienia Pańskiego było umocnienie uczniów poprzez objawienie im Boskiego Oblicza, aby w momencie zgorszenia krzyża nie zwątpili w Jezusa i zrozumieli, że droga do zmartwychwstania wiedzie przez cierpienie – jak wyjaśnia prefacja II niedzieli Wielkiego Postu. Także my zapewne doświadczyliśmy w naszym życiu momentów Taboru, gdy odczuwaliśmy niezwykłą bliskość Boga, a niebo zdawało się być na wyciągnięcie ręki. Te momenty są łaską i mają dla naszego życia ważne znaczenie, bo umacniają naszą wiarę i pozwalają przetrwać trudne chwile próby. Bylibyśmy jednak w błędzie, gdybyśmy sądzili, że całe życie chrześcijańskie polega na ich szukaniu i usiłowaniu zatrzymania ich na stałe. Wyrażona przez Święty Piotra chęć postawienia trzech namiotów, czyli przedłużenia w czasie błogiego doświadczenia Taboru, nie znalazła akceptacji ze strony Jezusa. Przecież kilka dni wcześniej Jezus zapowiadał swoją mękę, cierpienie i ukrzyżowanie. Trzeba będzie zejść z Góry Przemienienia i, niosąc krzyż, wspinać się na inną górę – na Kalwarię – bo droga do Zmartwychwstania wiedzie przez krzyż. Nie da się go wykluczyć z życia ucznia Jezusa; co więcej, nie da się go wykluczyć z jakiegokolwiek ludzkiego życia, jednak nie wszyscy potrafią odkryć w nim narzędzie zbawienia. Wizje życia pozbawionego trosk i kłopotów, cierpień i trudów, jakie czasami rysowane są nam przez różne ideologie, w gruncie rzeczy są utopią. Krzyża nie można uniknąć – ale można z niego uczynić narzędzie ocalenia.

Zwróćmy uwagę na dwa wyrażenia z początku dzisiejszej Ewangelii: Jezus „wziął z sobą” i „zaprowadził”. Trzeba pozwolić Jezusowi, żeby nas „wziął z sobą”, czyli dać Mu szansę, aby nami pokierował, zadysponował nami. Pozwólmy, by dotarł do naszych uszu głos z nieba, od Ojca: „Jego słuchajcie”. Słuchać Jezusa to okazać Mu bezwarunkowe zaufanie, bo On zna drogę „na górę”, do celu. Trzeba stać się uczniem Jezusa. Trzeba pozwolić się „zaprowadzić” drogą ewangelicznych rad, wskazań i poleceń, bo nie ma lepszego przewodnika ani nauczyciela, by osiągnąć cel, niż Jezus. Abraham posłuchał głosu Boga i wyruszył w drogę. Apostołowie Piotr, Jan i Jakub pozwolili, żeby Jezus ich poprowadził, i dlatego zobaczyli chwałę (doświadczyli przedsionka nieba), której sami nigdy by nie osiągnęli.

Może i my znamy takie chwile z własnego życia: moment modlitwy, spowiedzi, rekolekcji, gdy nagle wszystko staje się jasne i serce wie, że Bóg jest blisko. A potem przychodzi poniedziałek, obowiązki, zmęczenie, rachunki, nieporozumienia – i trzeba zejść z góry.

Właśnie tam rozstrzyga się wiara: nie na Taborze, lecz w dolinie codzienności.

Paradoks chrześcijaństwa polega na tym, że największe światło często rodzi się w chwilach, które wydają się najciemniejsze.

Współczesnemu człowiekowi wydaje się, że jego godność domaga się tego, aby sam o sobie decydował i był „kowalem swojego losu”. Ile razy jednak przekonujemy się, że nie potrafimy poprowadzić nawet jednego dnia dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy? Zapominamy, że nie jesteśmy tu na ziemi przypadkiem i mamy przed sobą cel, dla którego istniejemy, oraz Przewodnika, który oddał życie, aby nikt z nas nie zaginął.

Czy naprawdę chcemy iść przez życie sami, skoro Ten, który zna drogę na szczyt, wciąż mówi: „Chodź za Mną”?

I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNIE 1,2,3,4 III – PLAN POD OGŁOSZENIAMI

Pierwsza Niedziela Wielkiego Postu, 14 II 2016 – komentarz do Ewangelii

Czy z każdym należy podejmować dialog? – To pytanie postawił kard. Grzegorz Ryś papieżowi Franciszkowi, na co ten, po chwili zastanowienia, odpowiedział, że z każdym – chyba że wiesz, iż ten dialog może doprowadzić do manipulacji albo zostać źle wykorzystany. I jest w tej odpowiedzi mądrość, bo przecież sam dialog jest wzajemną wymianą myśli czy przekonań i z założenia nie musi mieć na celu przekonania rozmówcy do zmiany swoich poglądów. Problem jednak pojawia się wtedy, gdy rozmówca nie ma czystych intencji.

Właśnie ten problem ukazuje nam dzisiejsza liturgia słowa – dialog, który ze swej istoty jest niebezpieczny, bo druga strona za wszelką cenę chce rozmówcę zmanipulować i sprowadzić do grzechu, czyli dialog ze złem. Zarówno pierwsze czytanie, jak i Ewangelia stanowią dziś przykłady sytuacji, w których szatan prowokuje do dialogu. Różnica między tymi dwoma fragmentami Pisma Świętego jest taka, że Ewa wchodzi w dyskusję z góry przegraną, Jezus natomiast ucina rozmowę, nie wdając się w zbędne polemiki. Ktoś kiedyś powiedział, że diabeł ma profesurę z ludzkiej psychiki i doskonale zna ludzki umysł, jego mechanizmy i zachowania, dlatego wie, jak podejść człowieka, aby ten – jak nieuważne zwierzę – wpadł w zastawioną pułapkę.

W pierwszym czytaniu autor natchniony informuje nas o tym, że Bóg dał człowiekowi to, co najpiękniejsze i najpotrzebniejsze w życiu. Za pomocą obrazu ogrodu otrzymujemy obraz rzeczywistości, w której pierwszy człowiek miał bezpieczeństwo, pokój i wolność oraz pod dostatkiem pożywienia i przestrzeni do życia. Wszystko to, co jest konieczne do egzystencji, ale paradoksalnie także to, co mogło uśpić jego czujność. Dlatego szatan wykorzystuje nieuwagę człowieka i wchodzi z nim w dialog. Słyszymy słynne zdanie, które wielokrotnie stawało się w historii i nadal staje się przyczyną upadku wielu ludzi: „Czy rzeczywiście…?”.

Podstępność tego pytania polega na poddaniu w wątpliwość pewnika, czegoś, co wydaje się ustalone i z zasady niepodważalne. I tak oto człowiek, który żył z Bogiem w przyjaźni oraz doświadczał Jego opieki i troski, zaczyna dopuszczać do serca wątpliwość. Celowo używam słowa „człowiek”, a nie „Ewa”, gdyż każdy z nas ma takie doświadczenie. A diabeł nie poprzestaje na zasianiu wątpliwości – idzie dalej. Podsyca ją pytaniami i obrazami ukazującymi same pozytywy porzucenia dotychczasowego porządku, jakoby nowe miało być lepsze. A przecież od wieków wiadomo, że lepsze bywa wrogiem dobrego. I tak niewinny dialog oraz początkowa wątpliwość przeradzają się w tragedię grzechu.

Siostro i bracie, powiedzmy sobie otwarcie: wątpliwość czy pytanie rodzące się w sercu samo w sobie nie jest złe. To trochę tak jak z naszym organizmem. Gdy odczuwamy głód, nie jest to złem, ale informacją, że organizm chce żyć i potrzebuje pokarmu, aby prawidłowo funkcjonować. Problem w tym, w jaki sposób ten głód zaspokoimy – czy dostarczymy mu pełnowartościowe pożywienie, czy „zapchamy” go wysokoprzetworzonym, chemicznym fast foodem. Głód jest znakiem pragnienia życia; podobnie wątpliwości i pytania w wierze mogą świadczyć o tym, że nasza wiara chce się rozwijać. Pytanie tylko, co z tymi wątpliwościami robimy i w jaki sposób je zaspokajamy. Czy odpowiedziami na moje pytania o moralność i wiarę są artykuły z tabloidów i portali niskich lotów, czy raczej nauka Kościoła, Ewangelia i Katechizm?

Właśnie taki sposób radzenia sobie z wątpliwościami pokazuje nam Ewangelia. Jezus podczas postu na pustyni doświadcza pokus – to znaczy szatan, analogicznie jak w raju, próbuje rozniecić w Jego ludzkim sercu wątpliwość: „Jeśli jesteś…?”. Jednak reakcja Jezusa jest dla nas nauką postępowania w chwilach pokusy – odpowiedź jest krótka, stanowcza i ucina wszelką możliwość pogłębiania wątpliwości; zawsze zaczerpnięta ze Słowa Bożego. Jezus pokazuje nam, że dialog z pokusą prowadzącą do zła nie ma sensu, że wobec niej należy postępować stanowczo i bez kompromisów, bo inaczej możemy nie zauważyć chwili, w której zostaniemy związani i usidleni grzechem – nie tylko my, ale i nasi najbliżsi, jak miało to miejsce w raju.

Siostro i bracie, rozpoczynamy Wielki Post – czas, w którym jesteśmy zaproszeni do zastanowienia się nad sobą i do konkretnego nawrócenia. Może w tym roku właśnie ta dziedzina naszego życia powinna doświadczyć przemiany? Moja wiedza dotycząca wiary powinna zostać pogłębiona. Warto zadać sobie nurtujące pytania i sięgnąć do Katechizmu Kościoła Katolickiego, dostępnego również w Internecie, aby tam odnaleźć odpowiedzi. Może to sprawi, że gdy w sercu pojawi się pytanie, wątpliwość czy pokusa, będę umiał odpowiedzieć, nie wdając się w zbędną i zgubną dyskusję ze złem.

Mamy przed sobą czterdzieści niezwykłych dni. Dajmy sobie ten czas, aby choć trochę zbliżyć się do Jezusa. Czytanie Ewangelii z dnia wraz z krótkim rozważaniem – dziś łatwo znaleźć takie materiały w Internecie czy w formie podręcznej książeczki – lektura Katechizmu czy dobrej książki katolickiej. Wielu z nas codziennie dojeżdża do pracy czy szkoły – może zamiast muzyki czy publicystyki warto sięgnąć po rozważanie Słowa Bożego, dobry audiobook albo po prostu po różaniec.

Nie bójmy się pytań i wątpliwości, nie bójmy się dialogu, ale mądrze szukajmy odpowiedzi i roztropnie dobierajmy rozmówców. Bójmy się raczej sytuacji, w której pytań nie ma w ogóle, a my jesteśmy przekonani, że wszystko już wiemy. Głód przestaje być odczuwany przez organizm, który zbliża się do śmierci. Nie pozwólmy, by nasza wiara umarła. Nie pozwólmy, by niewinna wątpliwość przerodziła się w grzech i upadek.

Niech Maryja, Matka Nieustającej Pomocy, wspomaga nas w trwaniu w wierze, nadziei i miłości oraz broni nas od pokus.

ROZPOCZYNAMY WIELKI POST

 

MSZE ŚW. O 7.00, 8.00, 18.00., 20.00

Podobno Leonardo da Vinci, zapytany Ile ma lat, odpowiadał: Nie wiem. Gdy rozmówca okazywał zaskoczenie i zdziwienie odpowiedzią, wielki artysta, myśliciel i wynalazca wyjaśniał: Lata, które przeżyłem, przeminęły, odeszły w przeszłość. Nie ma ich, nie mogę więc powiedzieć, że je MAM. Tak naprawdę MAM te szanse i możliwości, które są przede mną. Mogę wpłynąć na to, co jest i będzie, a nie na to, co było. NIE MAM więc tego, co dziś jest przeszłością, a MAM to, co przychodzi z przyszłości. Stąd odpowiedź na pytanie «ile mam lat», brzmi – zgodnie z prawdą – «nie wiem»…

Można powiedzieć, że wielkim, głównym tematem Bożego objawienia jest życie ukryte. Oczywiście – jest ono dane, podarowane, ale jednocześnie ukryte. Z perspektywy naszego świata pełnia życia – zanim stanie się osiągalna – pozostaje ukryta. Ziemskie życie to czas, który MAMY… ale mamy na odkrywanie i znalezienie życia prawdziwego.

Pierwszy kaznodzieja dnia dzisiejszego – popiół – przypomina bez słów, co zostaje z doczesności, przeżywanej powierzchownie, przeżywanej bez szukania tego, co ukryte. Zostaje garść popiołu. Warto o tym pamiętać. Warto pamiętać, że przemijanie bezlitośnie zweryfikuje prawdziwą wartość naszych celów, starań i wysiłków. Życie jest nam naprawdę podarowane. Póki co, jako kształt życia, znamy jednak wyłącznie życie ziemskie. Dociekliwi pytają zatem czy doczesność to już cel ostateczny, czy tylko środek do celu. Czy dar (dar życia) jest tylko po to, żeby go „zużyć”, czy również (a może nawet przede wszystkim) po to, aby zapytać kim jest jego dawca i nawiązać z nim relację? Można oczywiście „używać życia” i nie pytać o jego źródło (można oznacza tutaj możliwość takiego wyboru, a nie pozytywną ocenę moralną). Tylko, że u końca tej drogi pozostanie… garść popiołu… i bezradna gorzka refleksja, że jednak można było inaczej

Jesteśmy dziś w świątyni właśnie po to, by uniknąć tego smutnego, mrocznego scenariusza. Słowo Boże wskazuje w tych okolicznościach potrójną drogę: modlitwy, postu i jałmużny. Droga ta – według Ewangelii dziś słyszanej – ma stałą charakterystykę; zabiegamy o to, co jest w ukryciu. W greckim oryginale mamy tu wyrażenie en to krypto. Znamy słowo krypta. Oznacza ono miejsce ukryte; wyraźnie oddzielone od tego, co jawne, powszechne, oficjalne i oczywiste.

Jałmużna ma pozostać w ukryciuNie chodzi tu oczywiście o to, aby „na siłę” ukrywać dobro, ale o to, by świadomie zrezygnować „z nagrody”, którą mógłby być czyjś podziw czy czyjeś uznanie.

Modlitwa ma pozostać w ukryciu z tego samego powodu. Ewangelia podkreśla, że modlitwa na pewno nie jest po to, żeby się ludziom pokazać.

Post ma pozostać w ukryciu, ponieważ – jak modlitwa i jałmużna – również nie jest z natury swojej elementem „aktorstwa”, podejmowanego po to, by coś uzyskać od innych ludzi. 

Oczywiście z mowy Jezusa nie wolno usuwać podstawowej charakterystyki tego, co dzieje się w ukryciu. Otóż tam – w ukryciu – dokonuje się sprawa niebanalna; tam jest Ojciec, tam Ojciec widzi i koniec tego procesu jest taki, że Ojciec odda Tobie. Co odda? Życie!

Jeśli biorę życie wyłącznie jako swoją własność, jeśli nie pytam jaki jest jego sens i nie pytam o jego źródło, pozostaję „na powierzchni” życia, gdzie z życia (z doczesności) zostanie jedynie popiół. Jeśli natomiast w ukryciu szukam sensu przez modlitwę, post i jałmużnę, wówczas Ojciec odda…

W pieśni eucharystycznej śpiewamy, że Jezusa ukrytego mam w sakramencie czcić. Wiara zbawcza to właśnie wchodzenie w ukrycie, to poddawanie się procesowi, który nas przemienia. Przemienia nie tego, kto jedynie wykona odpowiedni gest, czy wyrecytuje przewidziane formuły. Przemienia tego, kto naprawdę – w zaufaniu do Ojca – wchodzi w ukrycie i uczciwie praktykuje modlitwę, post i jałmużnę. Taki styl życia przemienia. Nie brakuje świadków, którzy potwierdzają, że życie „oddane” Bogu staje się drogą przemiany. Modlitwa mnie przemieniła – słyszymy często takie stwierdzenie, gdy słuchamy czyjegoś świadectwa wiary. Niektóre opowieści biblijne (zwłaszcza starotestamentalne, na przykład o Abrahamie) delikatnie sugerują, że nasza modlitwa przemienia również Boga. Specjaliści od teologii uściślają, że nie – że Bóg się nie zmienia. Jednak święci uzupełniają nam te rozważania stwierdzeniem, że to tak bardzo zmienia się nasz sposób rozumienia i widzenia, iż zmianę spontanicznie skłonni jesteśmy przypisać również Bogu. A jeśli tak jest, tym bardziej „wybaczamy” starożytnym autorom biblijnym, gdy ukazują, że życie powierzone Bogu PRZEMIENIA – przemienia człowieka, przemienia Boga (Kto wie? Może znów się zlituje… – to z I czytania). W każdym razie Bóg znów zdecydowanie zaprasza nas do przemiany. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię – słyszymy dziś na nowo i niech nas te słowa skutecznie prowadzą po drogach przemiany. Idąc wskazanymi szlakami doczekamy, że Ojciec odda – odda życie, które pokornie przyjmujemy i konsekwentnie przeżywamy jako dar.

VI NIEDZIELA ZWYKŁA

VI Niedziela Zwykła (A) – Mt 5, 17-37 – 16 lutego 2020 | Dom ...

Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas na Górę Błogosławieństw, gdzie Jezus wypowiada pierwszą wielką mowę zapisaną przez św. Mateusza – Kazanie na Górze. To nie jest jedynie zapis historycznego wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat. To słowo żywe, wypowiedziane także dziś – do nas, o nas i dla nas. Fragment, który słyszymy, należy do tzw. „antytez”, w których Jezus odsłania pełny, najgłębszy sens Bożego Prawa.

Św. Mateusz pisał swoją Ewangelię w czasie napięć i sporów wewnątrz pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Jedni twierdzili, że skoro zbawienie jest darem łaski, to Prawo nie ma już znaczenia. Inni, przeciwnie, przyjęli Jezusa, ale nie potrafili porzucić przekonania, że trzeba nadal zachowywać całe Prawo Mojżeszowe. Byli też tacy, którzy w imię źle rozumianej wolności odrzucali zarówno Prawo, jak i samego Jezusa. Te napięcia nie są nam obce również dzisiaj.

Bo i dziś spotykamy ludzi, którzy mówią: „Wystarczy być dobrym człowiekiem, po co przykazania?”, albo takich, którzy skrupulatnie trzymają się przepisów, ale ich serce pozostaje zamknięte na miłość. Jezus nie wybiera żadnej z tych skrajności. On nie znosi Prawa i nie gardzi tradycją. Mówi jasno: „Nie przyszedłem znieść Prawa ani Proroków, ale wypełnić”.

Jezus stawia jednak wymagania większe niż te, do których przyzwyczaili się uczeni w Piśmie i faryzeusze. Ich sprawiedliwość często zatrzymywała się na zewnętrznych formach. Można było powiedzieć: „Nikogo nie zabiłem”, a jednocześnie niszczyć innych ludzi słowem, pogardą, milczeniem. Jezus kieruje nas głębiej – do serca, do intencji, do miłości.

Prawo mówiło: „Nie zabijaj”Jezus mówi: nie niszcz człowieka także gniewem, zniewagą, pogardą. Jak bardzo to słowo dotyka naszej codzienności. Można nie podnieść ręki, a jednak zabić relację: ojciec, który latami nie odzywa się do syna; małżonkowie, którzy żyją pod jednym dachem, ale nie rozmawiają; pracownik systematycznie poniżany ironią i „żartami”. Jezus mówi jasno: zanim złożysz dar na ołtarzu, pojednaj się z bratem. Bo Bóg nie chce kultu oderwanego od miłości.

Podobnie jest z przykazaniem „Nie cudzołóż”Jezus pokazuje, że zdrada zaczyna się znacznie wcześniej niż w czynie – w sercu i w spojrzeniu. W świecie, w którym obrazy, reklamy i media nieustannie uprzedmiotawiają człowieka, Jezus wzywa do wewnętrznej czystości. To nie jest wezwanie do lęku, lecz do wolności. Jak mówi praktyka życia: jeśli ktoś wie, że pewne strony internetowe, rozmowy czy relacje prowadzą go do grzechu, musi mieć odwagę – jak mówi Jezus obrazowo – „odciąć rękę”, czyli zrezygnować z tego, co niszczy jego serce.

Mówiąc o nierozerwalności małżeństwa, Jezus przypomina o wielkiej godności miłości małżeńskiej. Nie jest ona umową „dopóki jest dobrze”, ale przymierzem. Każde lekceważenie, każda obojętność, każda zdrada – nawet emocjonalna – rani tę godność. Ile małżeństw rozpada się nie dlatego, że zabrakło uczuć, ale dlatego, że zabrakło codziennej wierności w drobiazgach: rozmowy, przebaczenia, czasu dla siebie nawzajem.

Jezus uczy także prostoty i prawdy w mowie. „Niech wasze «tak» będzie tak, a «nie» – nie”. Chrześcijanin ma być wiarygodny. Taki, którego słowo wystarcza. Jak bardzo potrzebujemy dziś ludzi, którym można ufać: w rodzinie, w pracy, w Kościele. Ludzi, którzy nie mówią jednego, a robią drugiego.

Przykazania znamy od dzieciństwa. Problem nie polega na braku wiedzy, lecz na sercu. Jedni traktują je wybiórczo, inni uznają za przestarzałe. Tymczasem Słowo Boże wciąż woła: „Słuchaj!”. Słuchać – to nie tylko usłyszeć, ale pozwolić, by to słowo mnie kształtowało, czasem niepokoiło, czasem wzywało do zmiany.

Kilka dni temu usłyszałem proste, a zarazem głębokie wyznanie starszego chrześcijanina. Powiedział:

Jestem świadomy swoich słabości. Jestem potencjalnym złodziejem, zabójcą, cudzołożnikiem. 
Ale dzięki Jezusowi nie kradnę, nie zabijam, nie cudzołożę. Dzięki Niemu jestem na dobrej drodze”.

To jest właśnie duch Kazania na Górze. Nie pycha doskonałości, ale pokorna świadomość własnej kruchości i zaufanie łasce Boga.

Jezus nie daje nam nowej listy przepisów. Daje nam serce zdolne kochać. Miłość jest prawem – ale prawem wymagającym. Nie chodzi o pytanie: „ile muszę?”, lecz: „jak mogę kochać bardziej?”. To jest ta „większa sprawiedliwość”, do której Jezus nas zaprasza.
Niech więc Chrystus prowadzi nas drogą błogosławieństw, drogą Kazania na Górze – drogą, która nie zawsze jest łatwa, ale zawsze prowadzi do życia.

11 lutego – Wspomnienie NMP z Lourdes

Mt 9, 1-8 Jezus uzdrawia paralityka i odpuszcza mu grzechy

ZAPRASZAMY DZIŚ NA MSZĘ ŚW. GODZ. 18.00, A PO MSZY NABOŻEŃSTWO DLA CHORYCH Z OSOBISTYM BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM

Maryja objawiała się w Lourdes prostej dziewczynie Bernadetcie Soubirous w 1858 r. Ukazała się jako piękna, młoda pani w białej sukni przepasana niebieską wstążką z różańcem w ręce. „Jestem Niepokalane Poczęcie” – przedstawiła się. Wezwała do modlitwy, pokuty i nawrócenia grzeszników. Po uznaniu objawień przez Kościół, Lourdes stało się sanktuarium. Miejscem promieniującym na cały świat duchem miłości, zwłaszcza względem chorych i ubogich. Wierni wypraszają tam liczne łaski dzięki wstawiennictwu Matki Najświętszej. Odwiedza je rocznie 5 mln pielgrzymów. Jest miejscem modlitwy ludzi chorych, przybywających tam z nadzieją na uzdrowienie. To dlatego Jan Paweł II ustanowił święto Maryi z Lourdes Światowym Dniem Chorych /Za: brewiarz.pl/

„Niepokalana” to także ulubione określenie Matki Bożej św. Maksymiliana Kolbego.

W pismach św. Maksymiliana jest ponad 50 odniesień do wydarzeń z Lourdes. Jako młody franciszkanin, podczas 7-letniego pobytu w Rzymie św. Maksymilian codziennie modlił się przed dużą figurą Niepokalanej z Lourdes, z napisem: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”. Podobnie zresztą było w Niepokalanowie, gdzie w kaplicy od 1929 r. również króluje figura Matki Bożej z Lourdes. Sam dzień wspomnienia objawień z Lourdes, czyli 11 lutego, dla Świętego był szczególny. W tym dniu co roku odprawiał Mszę święta wotywną ku czci Matki Bożej. W niepokalanowskim klasztorze była nawet odmawiana nowenna przed świętem Matki Bożej z Lourdes /za: s. Teresa Michałek/www.niepokalanow.pl/

ŚWIADECTWO UZDROWIENIA ŚW. MAKSYMILIANA

„W okresie studiów w Rzymie w 1914 r., kleryk, dziś św. Maksymilian został cudownie uzdrowiony za przyczyną wody z Lourdes.

W liście do matki tak sam Święty opisuje to wydarzenia: „Nic tak ważnego nie zaszło, chyba to, żem o mało nie utracił (małego, grubego) palca u prawej ręki. Utworzyło mi się tam bowiem coś na kształt wrzodu. Pomimo zabiegów kolegialnego lekarza materia tworzyła się ciągle. W końcu lekarz orzekł, że już kość się psuje; trzeba będzie ją wyskrobać. Usłyszawszy o tym odpowiedziałem, że mam lepsze lekarstwo. Dostałem bowiem od O. Rektora cudowną wodę z Lourdes. Dając mi ją, opowiedział mi O. Rektor historię swego cudownego uzdrowienia […].

Otóż nasz lekarz usłyszawszy, że mam wodę z Lourdes, z radością sam mi ją przyłożył. I cóż się stało? Nazajutrz zamiast operacji i skrobania kości usłyszałem od lekarza szpitalnego, że nie widzi potrzeby i po kilku opatrunkach byłem zdrów. Chwała więc Panu Bogu i cześć Niepokalanej!”.

To cudowne uzdrowienie wywarło na młodego zakonnika duży wpływ. Utrata kciuka mogła być dla młodego kleryka przeszkodą w otrzymaniu święceń kapłańskich.”

Za: https://niepokalanow.pl/

ŚWIADECTWO WSPÓŁCZESNE

Mój synek jakiś czas temu miał gorączkę. Gorączka lekko ustępowała, ale później powracała z podwójną siłą. Miał wówczas 3 latka i chodził do przedszkola. Po kilku dniach gorączkowania tak mu się wieczorem jak zasnął pogorszyło, że zaczął mieć drgawki i majaczył. Jak dla mnie to nie trzeba mierzyć temperatury, bo minimum ma 40 stopni! Czekał mnie szpital. Ja jako matka pochylona nad nim… nogi mi się uginały 🙁 Wzywam: Boże i co ja mam teraz zrobić ? I odpowiedź błyskawiczna. Masz wodę z Lourdes. Jasne! Biorę chusteczkę bawełnianą i zakrapiam wodą z Lourdes. Przykładam synkowi na czoło i mam wrażenie, że gaszę pożar! Trzymam, choć synek się wyrywa i dalej majaczy, modląc się wówczas: Niepokalane Serce Maryi módl się za nami teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen. I tak cały czas, powtarzając te proste słowa z ufnością do Maryi. Kilka minut, synek się uspokaja i zasypia. Po ok. 15 min przychodzę do pokoju z termometrem i mierze temperaturę, wynik: 36,7! Bez czopków i płynów przeciwbólowych. Gorączka już nie wraca. Synek wraca do zdrowia. Po tym czasie jeszcze się przeziębiał, miał nawet zapalenie płuc (wówczas św. Szarbel pomógł), jednak nie gorączkował. Ku zdziwieniu lekarza. Daję świadectwo wiary, że woda z Lourdes uzdrawia:

Za: https://wydawnictwo.niepokalanow.pl/pl/p/Woda-z-Groty-Lourdes-10-ml/764

🙏 Modlitwa do Matki Bożej z Lourdes św. Jana Pawła II

Ave Maria, Niewiasto uboga i pokorna,
błogosławiona przez Najwyższego!
Dziewico nadziei, proroctwo nowych czasów,
przyłączamy się do Twego kantyku chwały,
by celebrować miłosierdzie Pana,
by głosić nadejście Królestwa
i całkowite wyzwolenie człowieka.

Ave Maria, pokorna służebnico Pańska,
chwalebna Matko Chrystusa!
Dziewico wierna, święte mieszkanie Słowa,
naucz nas wytrwałości w słuchaniu Słowa,
uległości wobec głosu Ducha,
uwagi na Jego apele w skrytości sumienia
oraz na Jego przejawy w wydarzeniach historii.

Ave Maria, Niewiasto boleści,
Matko żywych!
Dziewico pod Krzyżem, nowa Ewo,
bądź naszą przewodniczką na drogach świata,
naucz nas żyć miłością Chrystusa i szerzyć ją,
stać w raz z Tobą pod niezliczonymi krzyżami,
na których Syn Twój wciąż jest krzyżowany.

Ave Maria, Niewiasto wiary,
pierwsza spośród uczniów!
Dziewico Matko Kościoła, pomóż nam zawsze
zdawać sprawę z nadziei, która jest w nas,
ufając w dobroć człowieka i w miłość Ojca.
Naucz nas budować świat od środka:
w głębokości milczenia i modlitwy,
w radości miłości braterskiej,
w niezastąpionej płodności Krzyża.

Święta Maryjo, Matko wierzących,
Pani nasza z Lourdes,
módl się za nami.
Amen.

***
🙏 Litania do Matki Bożej z Lourdes

Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu Odkupicielu świata Boże,
Duchu Święty Boże,
Święta Trójco jedyny Boże,

Najświętsza Panno w Lourdes objawiona, módl się za nami.
Najświętsza Panno pokutę zalecająca,
Najświętsza Panno, uzdrawiające źródło wskazująca,
Najświętsza Panno potwierdzająca Swe Niepokalane Poczęcie,

Niepokalana Córo Boga Ojca,
Niepokalana Matko Syna Bożego,
Niepokalana Oblubienico Ducha Świętego,
Niepokalana Świątynio Trójcy Przenajświętszej,
Niepokalane odzwierciedlenie Mądrości Bożej,
Niepokalana Jutrzenko sprawiedliwości,
Niepokalana Arko Przymierza,
Niepokalana Dziewico krusząca głowę węża piekielnego,
Niepokalana Królowo nieba i ziemi,
Niepokalana skarbnico łask Boskich,
Niepokalana drogo do Jezusa wiodąca,
Niepokalana Dziewico wolna od grzechu pierworodnego,
Niepokalana bramo niebios,
Niepokalana Gwiazdo morza,
Niepokalana Matko Kościoła świętego,
Niepokalane źródło wszelkich doskonałości,
Niepokalana przyczyno naszej radości,
Niepokalany wzorze wiary,
Niepokalane źródło Bożej miłości,
Niepokalany znaku naszego zbawienia,
Niepokalane światło Aniołów,
Niepokalana nauczycielko Apostołów,
Niepokalana chwało Proroków,
Niepokalana potęgo Męczenników,
Niepokalana opiekunko Wyznawców,
Niepokalany wzorze dziewiczej czystości,
Niepokalana radości ufających Tobie,
Niepokalana obrono grzeszników,
Niepokalana pogromicielko wszelkiego zła,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.
O Maryjo bez grzechu poczęta
Módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.

Módlmy się:
Matko Najświętsza słynąca w Lourdes wielkimi łaskami, przez dobroć,
jakiej dajesz tyle dowodów w tym wybranym miejscu, błagamy Cię pokornie, uproś nam wszystkie cnoty, aby nas uświęciły oraz wyjednaj nam zupełne zdrowie duszy i ciała i dopomóż, abyśmy go użyli na chwałę Boga, dla dobra bliźnich i zbawienia duszy.