VI NIEDZIELA WIELKANOCNA

KOLEJNA PODRÓŻ ŻYCIA ; ŚLADAMI ŚWIĘTEGO MAKSYMILJANA MARII KOLBE DO JAPONII – zakładka ogłoszenia parafialne. Liczba miejsc ograniczona. Prosimy zgłaszać potwierdzenia…. DATA PODRÓŻY – 3 XI 2026

Dekalog, tablice Mojżesza, malarskie nawiązania do Dekalogu

Dzisiejsza Ewangelia stawia przed nami bardzo proste, ale jednocześnie bardzo wymagające pytanie: czy ja naprawdę kocham Jezusa? Bo Jezus nie mówi dziś o uczuciach, nie mówi o pięknych deklaracjach, ale mówi konkretnie: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” oraz „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. A więc miłość do Boga nie polega tylko na tym, że przyjdę do kościoła, że się pomodlę, że coś poczuję. Prawdziwa miłość sprawdza się w codziennym życiu. Objawia się w tym, jak żyję, jakie podejmuję decyzje, jak traktuję drugiego człowieka.

Żyjemy dziś w świecie, w którym jest bardzo dużo słów. Każdy coś mówi, każdy coś komentuje, każdy ma swoją opinię. Telewizja, internet, smartfon – ciągle ktoś do nas mówi. My też ciągle coś mówimy. Piszemy wiadomości, komentujemy, odpowiadamy, czasem bardzo szybko, bez zastanowienia. Ile razy zdarzyło się, że ktoś coś napisał, a potem żałował? Ile razy słowo kogoś zabolało? Ile razy sami zostaliśmy zranieni przez czyjeś słowa?

Warto spojrzeć na swoje życie i zobaczyć, co się dzieje: jest mnóstwo słów, ale coraz mniej prawdziwych relacji. Rozmawiamy dużo, ale często powierzchownie. Używamy wielkich słów: miłość, prawda, dobro, ale one tracą swoją wartość, bo nie idą za nimi czyny. Nawet o sprawach poważnych potrafimy mówić lekko, żartować ze zła, śmiać się z grzechu. Człowiek zaczyna się przyzwyczajać i przestaje widzieć, co jest naprawdę dobre, a co złe. I w to wszystko wchodzi dziś Jezus ze swoim słowem: „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. Czyli nie wystarczy słuchać, nie wystarczy wiedzieć. Trzeba żyć tym słowem.

Czterech biblistów omawiało swoje ulubione tłumaczenia Biblii. 
Pierwszy powiedział: „Lubię wersję w tłumaczeniu Romana Brandstaettera ze względu na jej piękną polszczyznę”. Inny powiedział: „Podoba mi się wersja ks.
Dąbrowskiego, ponieważ jest tłumaczona z Wulgaty”. Trzeci oświadczył: „Podoba mi się wersja z edycji św. Pawła, ponieważ jest łatwa w czytaniu”.
Czwarty biblista milczał przez chwilę, po czym powiedział: „Najbardziej podoba mi się tłumaczenie mojej matki”.
Pozostali trzej mężczyźni byli zaskoczeni. Powiedzieli: „Nie wiedzieliśmy, że twoja matka dokonała tłumaczenia Biblii”. „Tak” – odpowiedział. „Przełożyła ją na życie codzienne. I było to najpiękniejsze i najbardziej przekonujące tłumaczenie, jakie kiedykolwiek widziałem”.

Bracia i Siostry, to jest właśnie sedno dzisiejszej Ewangelii. Najważniejsze nie jest to, jakie mamy wydanie Pisma Świętego na półce. Najważniejsze jest to, czy słowo Boże jest „przetłumaczone” na nasze życie. Czy widać je w naszych decyzjach, w naszych wyborach, w naszym sposobie myślenia. Bo słowo Boga to nie jest zwykłe słowo. To nie jest jedna z wielu opinii. To jest prawda. To jest słowo, które ma moc zmieniać życie. Kiedy Bóg mówi: „Kocham cię”, to nie jest pusty dźwięk – to jest rzeczywistość. Kiedy Bóg mówi: „Nie grzesz więcej”, to nie jest tylko rada czy propozycja, ale wezwanie do życia.

I teraz trzeba powiedzieć bardzo jasno: nie wszystkie słowa są równe. Jeśli ktoś obcy coś o mnie powie, mogę to zignorować. Jeśli ktoś bliski mnie zrani, to zaboli. Ale jeśli Bóg mówi coś o moim życiu, to tego nie mogę zlekceważyć. Jeśli Bóg mówi: „Świętuj niedzielę”, to nie chodzi tylko o to, czy mam czas, czy mi się chce, czy coś innego jest ważniejsze. Jeśli Bóg mówi: „Nie zabijaj”„Nie cudzołóż”„Nie kradnij”, to nie są propozycje do wyboru, tylko droga życia.

Pomyślmy bardzo konkretnie: kiedy ktoś mnie obrazi – czy potrafię nie oddać tym samym? Kiedy widzę potrzebującego – czy zatrzymam się, czy przejdę obojętnie? Kiedy mam okazję do nieuczciwości – czy wybiorę prawdę, nawet jeśli stracę? Kiedy przychodzi niedziela – czy naprawdę oddaję ją Bogu, czy tylko „jeśli znajdę czas”?

To są właśnie momenty, w których słowo Boże staje się albo życiem, albo tylko teorią.

Niestety, częściej zdarza się, że bardziej słuchamy świata niż Boga. Bardziej liczymy się z opinią ludzi niż z tym, co mówi Ewangelia. Przez to pojawia się problem. Mówimy, że wierzymy, mówimy, że kochamy Boga, ale żyjemy po swojemu. A Jezus mówi jasno: miłość poznaje się po tym, czy zachowujesz moje słowo. To nie jest łatwe. Bo słowo Boże czasem wymaga. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować. Czasem trzeba iść pod prąd. Czasem trzeba powiedzieć „nie”, kiedy inni mówią „tak”. Czasem trzeba mieć odwagę, żeby się nie zgodzić, żeby nie milczeć, żeby stanąć po stronie prawdy.

Na szczęście w tym naszym zagubieniu Jezus nie zostawia nas samych. Nasz Zbawiciel daje nam Ducha Świętego. Mówi: „Nie zostawię was sierotami”. Jako uczniowie Jezusa nie jesteśmy sami. Duch Święty daje siłę, pomaga podejmować dobre decyzje. Bez Niego trudno byłoby żyć według słowa Boga. To On uzdalnia nas do miłości, której sami z siebie często nie potrafimy. To On przemienia serce, daje łaskę, żeby przebaczyć, żeby powstać po upadku, żeby zacząć od nowa. Z Nim jest to możliwe.

Spróbujmy dziś spojrzeć bardzo konkretnie na swoje życie. Jak wygląda moje słuchanie słowa Bożego? Czy ja w ogóle sięgam po Pismo Święte? Czy pozwalam, żeby ono mnie zmieniało? Czy raczej wybieram tylko to, co mi pasuje? I wreszcie najważniejsze pytanie: czy moje życie jest zgodne z tym, co mówi Jezus? Bo na końcu nie chodzi o to, ile razy usłyszałem Ewangelię. Chodzi o to, czy nią żyłem. „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. To jest bardzo konkretne. To jest droga do szczęścia. Bo tylko życie według słowa Boga prowadzi do życia wiecznego. Dlatego dziś nie chodzi tylko o decyzję jednego dnia. Chodzi o codzienny wybór: komu wierzę bardziej – Bogu czy światu. A zdanie, które warto zapamiętać, jest proste: wiara, która nie zmienia życia, jest tylko słowem – a nie spotkaniem z Jezusem. Amen.

V NIEDZIELA WIELKANOCNA

 

Czysta Ewangelia - V Niedziela Wielkanocna | Archidiecezja ...

Mieć swój dom, mieszkanie, swój pokój – swoje cztery kąty, gdzie można znaleźć spokój, ciszę i wytchnienie – to marzenie wielu współczesnych ludzi. Posiadacze domów i mieszkań doceniają to, że mają swój własny kąt. Zdarzają się jednak także tragedie związane z naszymi mieszkaniami.

Kilka lat temu widziałem palący się dom w mojej rodzinnej miejscowości. Ten widok bardzo mocno zapadł w mojej pamięci. Szalejący ogień w krótkim czasie spalił w popiół cały dom i zabudowania gospodarcze. Na moich oczach zniszczeniu uległ cały dobytek rodziny, która stała przed zgliszczami swojej posesji.

Gdy zbliżała się noc, pogorzelcy doświadczali w pełni bezdomności – nie mieli nic oprócz tego, co mieli na sobie i w rękach, w małych pakunkach. Otrzymali zastępcze mieszkanie, ale to nie był już ich rodzinny dom, nie była to ich ojcowizna. Mogli jednak liczyć na życzliwość i pomoc sąsiadów. Po kilku tygodniach pojawiła się nadzieja dla tej rodziny – małymi krokami wznosił się nowy dom dla pogorzelców. Wiemy, co to znaczy mieć własny dom, własny kąt na tym świecie. Oni na nowo mieli nadzieję, że za kilka tygodni będą mieć swoje cztery kąty.

Dziś w Ewangelii słyszymy zapowiedź Jezusa, że dla każdego z nas jest przygotowane mieszkanie w niebie – dla każdego, bez wyjątku. Jednak od nas zależy, czy tam trafimy. Ale najpierw to Bóg wychodzi do nas z inicjatywą – to On przygotowuje miejsce, On pierwszy nas zaprasza i daje nam łaskę, abyśmy mogli odpowiedzieć. Mamy szukać drogi, która nas tam doprowadzi.

Aby nie pogubić się w dzisiejszym świecie, gdy podróżujemy do nieznanego celu, używamy nawigacji GPS. Kiedyś używano map, a gdy te zawiodły, pytano o drogę miejscowych. Uczniowie w Ewangelii czują się zagubieni – jak w obcym mieście – i pytają Jezusa: „Nie wiemy, dokąd idziesz, jak możemy znać drogę?”. Jezus odpowiada: „Ja jestem drogą”.

To znaczy, że nie daje nam jedynie wskazówek, ale sam staje się „drogą, prawdą i życiem” – naszym przewodnikiem i celem. Bez Niego – jak bez działającej nawigacji – możemy utknąć w „korkach” grzechu, pojechać w niewłaściwym kierunku lub zabłądzić w życiowych dylematach. „Wierzyć” oznacza w tym kontekście nie tylko uznać, że Jezus istnieje, ale zaufać Mu i iść za Nim, nawet jeśli droga wydaje się trudna lub prowadzi przez krzyż. Ta droga prowadzi do celu.

Na tej drodze mamy także znaki, które pomagają nam iść bezpiecznie – są nimi przykazania Boże, Dekalog, który chroni nas przed zagubieniem i prowadzi do ostatecznego celu, jakim jest niebo. Jest to droga często trudna i wymagająca, ale jej kres przynosi prawdziwe spełnienie. Będziemy mogli zamieszkać w miejscu przygotowanym przez Jezusa – ale na pewno nie takim jak w tej historii:

Pewien deweloper postanowił wynagrodzić najlepszego cieślę przed jego przejściem na emeryturę. W osobistej rozmowie, nie ujawniając swojego zamiaru, zlecił mu wybudowanie jeszcze jednego domu – „pod klucz”, od fundamentów aż po dach. Wyznaczona suma pieniędzy miała wystarczyć na materiały i wynagrodzenie za pracę.

Cieśla postanowił jednak użyć tańszych, gorszej jakości materiałów, aby na końcu zostało mu więcej pieniędzy. Zabrał się do pracy i w końcu ukończył budowę.

Gdy dom był gotowy, deweloper przyszedł i oznajmił mu, że postanowił podarować mu ten dom, aby mógł w nim zamieszkać.

Cieśla, gdy został sam, złapał się za głowę i powiedział: „Dlaczego byłem tak nierozsądny? Gdybym budował uczciwie, miałbym dziś lepszy dom”.

Bóg przygotowuje dla nas miejsce. Możemy wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś bliski, kochający nas ponad wszystko, wyjeżdża wcześniej, aby przygotować dla nas dom – miejsce stworzone specjalnie dla nas, odpowiadające naszym potrzebom i tęsknotom. Każdy szczegół jest przemyślany, bo ta osoba nas zna i kocha.

Jezus mówi: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele… idę przygotować wam miejsce”. Niebo nie jest nieokreśloną przestrzenią, ale rzeczywistością komunii z Bogiem. Każdy z nas jest tam osobiście znany i kochany, a nasza niepowtarzalność znajduje w Nim spełnienie. Najważniejsze nie jest to, jak to miejsce wygląda, ale że będziemy tam z Jezusem.

Do nieba nie wchodzi się dzięki własnej doskonałości, lecz dzięki łasce Boga, którą przyjmujemy w wierze i na którą odpowiadamy życiem. To nie my „zasługujemy” na niebo – to Bóg nas do niego wprowadza.

I dlatego pytanie nie brzmi tylko: „czy znajdę drogę?”, ale: czy pozwolę Jezusowi, żeby mnie poprowadził? Czy Mu zaufam – naprawdę, konkretnie, dziś?

Bo można całe życie „znać drogę”, a jednak nią nie iść. Można wiedzieć, kim jest Jezus – a nie iść za Nim.

Dziś On zaprasza każdego z nas: pójdź za Mną. Nie kiedyś, nie od jutra – dziś. Zaufaj Mi swoją drogę, swoje decyzje, swoje życie.

Bo na końcu tej drogi nie czeka tylko „miejsce”. Czeka Ktoś – Jezus Chrystus. I dom, który On przygotował – dla ciebie.

2 MAJ – DZIEŃ FLAGI

Biało-czerwona - najpiękniejsza flaga świata

Flaga Polski składa się z dwóch poziomych pasów: białego (u góry) i czerwonego (u dołu), które wywodzą się z barw herbu Królestwa Polskiego – białego orła na czerwonej tarczy. Biel symbolizuje czystość, szlachetność i dobrobyt, natomiast czerwień oznacza odwagę, męstwo oraz krew przelaną w walce o niepodległość.

UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEK KRÓLOWEJ POLSKI

UROCZYSTOŚĆ ODPUSTOWA W NASZEJ PARAFII ( 2 V – MSZE ŚW. JAK W KAŻDĄ NIEDZIELĘ – ALE PROCESJA ODPUSTOWA  3 V O 13.00 )

Wizerunek Matki Bożej Królowej Polski większy

„Oto Matka Twoja” (J 19,27) – to jedne z ostatnich słów, jakie na krzyżu wypowiedział umierający Jezus, dlatego ten fragment Ewangelii według św. Jana nazywamy „Testamentem z krzyża”. Testamentem, a więc ostatnią wolą Jezusa, ostatnim Jego pouczeniem, jakie dał tym, którzy w chwili Jego śmierci stali pod krzyżem, i jakie daje nam, którzy gromadzimy się w świątyni, by słuchać Jego słowa, by karmić się Jego Ciałem.

Te krótką scenę pod krzyżem ewangelista Jan kończy słowami: „I od tej godziny, uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 27), zamykając w tych kilku słowach całą historię dalszego życia Maryi i apostoła Jana. Wiemy dobrze, że słowa te nie oznaczają jedynie, że umiłowany uczeń Jezusa wziął Maryję pod swój dach, dając Jej schronienie, bo przecież w tamtych czasach wdowa pozostawiona sama sobie nie miała łatwego życia, nie miała znikąd pomocy, nikt się z nią nie liczył. Uczeń nie tylko wziął Maryję pod swój dach, ale przede wszystkim wziął Ją – gdybyśmy chcieli dosłownie przetłumaczyć to zdanie z Ewangelii Janowej – do swoich spraw. Jak pisał św. Augustyn:

„Przyjął Ją nie do swoich majątków, bo ich nie miał, lecz w zakres swych obowiązków, które starał się osobiście wypełnić. Zaprosił ją do tego, by razem z nim dzieliła jego radości i smutki, jego troski i cierpienia, by uczestniczyła aktywnie w jego życiu”.

Podobnie uczynili nasi przodkowie, zapraszając Maryję do życia naszego narodu, obdarzając Ją tytułem Królowej Polski. Jako pierwszy uczynił to XVI-wieczny poeta Grzegorz z Sambora, który wysławiając Maryję w swoich dziełach, wśród rozlicznych tytułów, jakimi określał Matkę Bożą, nazwał Ją również Królową Polski. Sto lat później zwycięstwo odniesione nad Szwedami, które przypisano wstawiennictwu Maryi, utrwaliło przekonanie o Jej królewskości. Przez wieki Maryja stała w centrum wielu ważnych wydarzeń w historii naszego narodu. To zaproszenie Maryi do naszych spraw pomogło choćby przetrwać Polakom trudny czas zaborów. Stąd niejako w dowód wdzięczności za odzyskanie niepodległości po 123 latach niewoli, ustanowiono w 1920 roku osobne święto Matki Bożej Królowej Polski.

Nazywamy Maryję Królową Polski, czcimy Ją pod tym tytułem, papież Jan XXIII w 1962 roku ogłosił Najświętszą Maryję Pannę główną patronką Polski, ale nie wolno nam zapominać o tym, że – choć przypisujemy Maryi szczególne miejsce w dziejach naszego narodu – to jest Ona Królową wszystkich ludzi. Nie wolno nam „zawłaszczać” Maryi, pomniejszając prawo innych narodów do nazywania Jej swoją Królową. Bo nie na tym polega patriotyzm. W wydanym kilka lat temu przez polski Episkopat dokumencie zatytułowanym Chrześcijański kształt patriotyzmu, powołując się na słowa św. Jana Pawła II, biskupi napisali, że: 

„prawdziwy patriota nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem innych. Prawdziwa miłość do ojczyzny opiera się na głębokim przywiązaniu i umiłowaniu tego, co rodzime, ale łączy się też z głębokim szacunkiem dla wszystkiego, co stanowi wartość innych narodów. Wymaga uznania wszelkiego dobra znajdującego się poza nami i gotowości do własnego doskonalenia się w oparciu o dorobek i doświadczenie innych narodów” (KEP, Chrześcijański kształt patriotyzmu, Warszawa, 14 marca 2017, nr 2).

Dumni jesteśmy z tego, że możemy Maryję nazywać Królową Polski, cieszymy się z tego, że oręduje Ona za nami u Boga, że możemy zawierzać Jej nasze życie, że możemy i chcemy zapraszać Ją do naszych spraw, do naszego codziennego życia. Dzielmy się z innymi radością z tego płynącą, tak by Maryja była czczona i wysławiana przez wszystkie narody na ziemi.

Wpatrzeni w Królową Polski, w Maryję, która nazywała się Służebnicą Pańską, uczmy się miłości do własnej ojczyzny, miłości, która – jak piszą biskupi – wyraża się przede wszystkim przez postawę służby oraz troski i odpowiedzialności za potrzeby i los konkretnych ludzi, których Pan Bóg postawił na naszej drodze. Niech Matka Boża Królowa Polski wyprasza nam łaskę zdrowego patriotyzmu, zakorzenionego w przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Amen.

IV NIEDZIELA WIELKANOCNA – NIEDZIELA DOBREGO PASTERZA

 

IV NIEDZIELA WIELKANOCY - rok B - biblia.wiara.pl

Dzisiejsza niedziela, zwana Niedzielą Dobrego Pasterza, już od ponad sześćdziesięciu lat obchodzona jest jako Światowy Dzień Modlitw o Powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. Ten szczególny dzień modlitwy chcemy rozszerzyć na cały tydzień, aby przez siedem kolejnych dni, jeszcze intensywniej niż zwykle, modlić się o to, by w Kościele nie zabrakło nowych kapłanów i osób konsekrowanych, którzy zechcą oddać swoje życie na służbę Bogu i ludziom.

W dzisiejszej Ewangelii spotykamy obraz Dobrego Pasterza, który chce doprowadzić swoje owce do owczarni, aby się nie zgubiły, aby znalazły właściwą drogę. Ta droga prowadzi przez bramę, którą jest Jezus. On sam tak się nam przedstawia, mówiąc: „Ja jestem bramą owiec” (J 10,7). Chce, abyśmy wybierali tę właściwą drogę w naszym życiu, abyśmy nie pobłądzili, lecz wchodząc przez tę bramę, odnaleźli Jego jako naszego Pasterza.

Inspirując się tymi słowami Jezusa, pragniemy włączać się w modlitwę o odwagę dla tych, których On wybrał do szczególnej służby w Kościele, aby umieli usłyszeć Jego głos i podjąć to wezwanie. Być może przyzwyczailiśmy się już do modlitwy o powołania. Mniej lub bardziej świadomie włączamy tę intencję w modlitwę podczas Mszy św., pamiętamy o niej w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu, odmawiając różaniec czy inne modlitwy.

Ale sama modlitwa nie wystarczy. Potrzebne jest tworzenie kultury powołaniowej w rodzinie i parafii. Gdy myślimy z troską o przyszłości Kościoła, uświadamiamy sobie, jak ważne są starania o dobre wychowanie dzieci i młodzieży oraz o pomoc we właściwym wyborze drogi życia. Stąd powinniśmy pamiętać, aby nasze myślenie o powołaniach nie stało się tak ogólne, że zagubimy głęboki sens i tajemnicę powołania.

Papież Franciszek w zeszłorocznym orędziu na Niedzielę Modlitw o Powołania napisał:

„Powołanie jest cennym darem, który Bóg zasiewa w sercach, wezwaniem do wyjścia poza siebie, aby podjąć drogę miłości i służby. A każde powołanie w Kościele – czy to do życia jako osoba świecka, czy do posługi wynikającej ze święceń, czy też do życia konsekrowanego – jest znakiem nadziei, jaką Bóg żywi wobec świata i każdego ze swoich dzieci”.

Franciszek wyraził też potrzebę wsparcia ze strony wspólnoty wiary:

„Kościół potrzebuje pasterzy, zakonników, misjonarzy, małżonków, którzy potrafią z ufnością i nadzieją powiedzieć Panu ‘tak’. Powołanie nigdy nie jest skarbem, który pozostaje zamknięty w sercu, ale wzrasta i umacnia się we wspólnocie, która wierzy, kocha i pokłada nadzieję. A ponieważ nikt nie może sam odpowiedzieć na Boże powołanie, wszyscy potrzebujemy modlitwy i wsparcia braci i sióstr”. 

Kościół jest żywy i płodny, gdy rodzi nowe powołania. Pamiętajmy, że zdolność pielęgnowania powołań do kapłaństwa i życia zakonnego jest niezawodnym znakiem zdrowia danego Kościoła lokalnego i wspólnoty parafialnej. Bóg ze swej strony nadal powołuje młodych, ale oczekuje od nas pomocy i zachęty do udzielenia szczerej i wolnej odpowiedzi na to wezwanie. Troszcząc się o nowe powołania, bierzmy również pod uwagę konkretne uwarunkowania ich rozeznawania oraz decyzji podejmowanych przez młodych ludzi.

Pewien duszpasterz powołań opowiadał o rozmowie z młodym maturzystą, który czuje, że został przez Boga powołany do kapłaństwa, ale bardzo boi się podjąć decyzję o pójściu do seminarium. Ten młody człowiek wyraził to tak: „Kiedy słyszę, jak moi koledzy w liceum śmieją się z księży i opowiadają o kapłanach same złe rzeczy, to boję się zostać księdzem. Kiedy nawet w mojej rodzinie nie ma zbyt wiele życzliwości wobec kapłanów, ogarniają mnie wątpliwości, czy dam radę iść pod prąd tym opiniom”.

Pamiętajmy o takich młodych ludziach jak ten maturzysta. Pomyślmy, jak bardzo potrzebują naszej modlitwy i życzliwego towarzyszenia. Powołani do kapłaństwa i życia konsekrowanego nie spadają z nieba – żyją pośród nas, w naszych rodzinach, parafiach, szkołach i wspólnotach.
Ważne jest, by stwarzać okazje do rozmowy z młodymi na temat wyboru drogi życia. Bardzo istotne jest, by w rodzinie i parafii ich słuchać, próbować rozumieć ich doświadczenia i zachęcać do wzajemnej pomocy, aby dostrzegali potrzebę zaangażowanych kapłanów i osób zakonnych, a także aby widzieli piękno życia w duchu ofiary i służby Panu Jezusowi i Jego Kościołowi.

Papież Franciszek zwrócił również uwagę na znaczenie świadectwa tych, którzy już idą tą drogą:

„My, dorośli członkowie Kościoła, a zwłaszcza pasterze, jesteśmy przynaglani do przyjęcia, rozeznania i towarzyszenia drodze powołaniowej nowych pokoleń. (…) Świat szuka, często nieświadomie, świadków nadziei, którzy swoim życiem głoszą, że pójście za Chrystusem jest źródłem radości. Nie ustawajmy zatem w proszeniu Pana o nowych robotników na Jego żniwo, pewni, że On nie przestaje powoływać z miłością”.

Za powołaniem stoją konkretni ludzie, których Bóg stawia na drodze naszego życia. Włączając się więc w modlitwę i troskę o powołania, zobaczmy najpierw konkretne twarze osób powołanych, które żyją i posługują wokół nas. Wiemy z własnego doświadczenia, jak bardzo ludzie cieszą się, gdy widzą kapłanów i osoby konsekrowane szczęśliwych w swoim powołaniu.

Aby tak nadal było, pozwólmy się ogarnąć nowemu życiu, które wypływa ze spotkania z Chrystusem, naszym Panem i Pasterzem. Wtedy będziemy potrafili stawać się apostołami Jego słowa pokoju i miłości w naszych parafiach, wspólnotach i grupach, w rodzinach, pośród przyjaciół oraz w różnych środowiskach, w których żyjemy i działamy.

Na koniec naszego rozważania wsłuchajmy się we fragment tegorocznego przesłania papieża Leona XIV:

„Troska o wnętrze – od niej trzeba pilnie na nowo rozpoczynać duszpasterstwo powołań oraz wciąż odnawiany wysiłek ewangelizacji. W tym duchu zapraszam wszystkich – rodziny, parafie, wspólnoty zakonne, biskupów, kapłanów, diakonów, katechetów i katechistów, wychowawców i wiernych świeckich – do coraz większego zaangażowania się w tworzenie sprzyjających warunków, aby ten dar mógł być przyjęty, umacniany, strzeżony i objęty towarzyszeniem, by wydał obfity owoc. Tylko wtedy, gdy nasze środowiska będą jaśnieć żywą wiarą, nieustanną modlitwą i braterskim towarzyszeniem, Boże powołanie będzie mogło rozkwitnąć i dojrzeć, stając się dla każdego i dla świata drogą szczęścia i zbawienia”.