2 MAJ – DZIEŃ FLAGI

Biało-czerwona - najpiękniejsza flaga świata

Flaga Polski składa się z dwóch poziomych pasów: białego (u góry) i czerwonego (u dołu), które wywodzą się z barw herbu Królestwa Polskiego – białego orła na czerwonej tarczy. Biel symbolizuje czystość, szlachetność i dobrobyt, natomiast czerwień oznacza odwagę, męstwo oraz krew przelaną w walce o niepodległość.

UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEK KRÓLOWEJ POLSKI

UROCZYSTOŚĆ ODPUSTOWA W NASZEJ PARAFII ( 2 V – MSZE ŚW. JAK W KAŻDĄ NIEDZIELĘ – ALE PROCESJA ODPUSTOWA  3 V O 13.00 )

Wizerunek Matki Bożej Królowej Polski większy

„Oto Matka Twoja” (J 19,27) – to jedne z ostatnich słów, jakie na krzyżu wypowiedział umierający Jezus, dlatego ten fragment Ewangelii według św. Jana nazywamy „Testamentem z krzyża”. Testamentem, a więc ostatnią wolą Jezusa, ostatnim Jego pouczeniem, jakie dał tym, którzy w chwili Jego śmierci stali pod krzyżem, i jakie daje nam, którzy gromadzimy się w świątyni, by słuchać Jego słowa, by karmić się Jego Ciałem.

Te krótką scenę pod krzyżem ewangelista Jan kończy słowami: „I od tej godziny, uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 27), zamykając w tych kilku słowach całą historię dalszego życia Maryi i apostoła Jana. Wiemy dobrze, że słowa te nie oznaczają jedynie, że umiłowany uczeń Jezusa wziął Maryję pod swój dach, dając Jej schronienie, bo przecież w tamtych czasach wdowa pozostawiona sama sobie nie miała łatwego życia, nie miała znikąd pomocy, nikt się z nią nie liczył. Uczeń nie tylko wziął Maryję pod swój dach, ale przede wszystkim wziął Ją – gdybyśmy chcieli dosłownie przetłumaczyć to zdanie z Ewangelii Janowej – do swoich spraw. Jak pisał św. Augustyn:

„Przyjął Ją nie do swoich majątków, bo ich nie miał, lecz w zakres swych obowiązków, które starał się osobiście wypełnić. Zaprosił ją do tego, by razem z nim dzieliła jego radości i smutki, jego troski i cierpienia, by uczestniczyła aktywnie w jego życiu”.

Podobnie uczynili nasi przodkowie, zapraszając Maryję do życia naszego narodu, obdarzając Ją tytułem Królowej Polski. Jako pierwszy uczynił to XVI-wieczny poeta Grzegorz z Sambora, który wysławiając Maryję w swoich dziełach, wśród rozlicznych tytułów, jakimi określał Matkę Bożą, nazwał Ją również Królową Polski. Sto lat później zwycięstwo odniesione nad Szwedami, które przypisano wstawiennictwu Maryi, utrwaliło przekonanie o Jej królewskości. Przez wieki Maryja stała w centrum wielu ważnych wydarzeń w historii naszego narodu. To zaproszenie Maryi do naszych spraw pomogło choćby przetrwać Polakom trudny czas zaborów. Stąd niejako w dowód wdzięczności za odzyskanie niepodległości po 123 latach niewoli, ustanowiono w 1920 roku osobne święto Matki Bożej Królowej Polski.

Nazywamy Maryję Królową Polski, czcimy Ją pod tym tytułem, papież Jan XXIII w 1962 roku ogłosił Najświętszą Maryję Pannę główną patronką Polski, ale nie wolno nam zapominać o tym, że – choć przypisujemy Maryi szczególne miejsce w dziejach naszego narodu – to jest Ona Królową wszystkich ludzi. Nie wolno nam „zawłaszczać” Maryi, pomniejszając prawo innych narodów do nazywania Jej swoją Królową. Bo nie na tym polega patriotyzm. W wydanym kilka lat temu przez polski Episkopat dokumencie zatytułowanym Chrześcijański kształt patriotyzmu, powołując się na słowa św. Jana Pawła II, biskupi napisali, że: 

„prawdziwy patriota nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem innych. Prawdziwa miłość do ojczyzny opiera się na głębokim przywiązaniu i umiłowaniu tego, co rodzime, ale łączy się też z głębokim szacunkiem dla wszystkiego, co stanowi wartość innych narodów. Wymaga uznania wszelkiego dobra znajdującego się poza nami i gotowości do własnego doskonalenia się w oparciu o dorobek i doświadczenie innych narodów” (KEP, Chrześcijański kształt patriotyzmu, Warszawa, 14 marca 2017, nr 2).

Dumni jesteśmy z tego, że możemy Maryję nazywać Królową Polski, cieszymy się z tego, że oręduje Ona za nami u Boga, że możemy zawierzać Jej nasze życie, że możemy i chcemy zapraszać Ją do naszych spraw, do naszego codziennego życia. Dzielmy się z innymi radością z tego płynącą, tak by Maryja była czczona i wysławiana przez wszystkie narody na ziemi.

Wpatrzeni w Królową Polski, w Maryję, która nazywała się Służebnicą Pańską, uczmy się miłości do własnej ojczyzny, miłości, która – jak piszą biskupi – wyraża się przede wszystkim przez postawę służby oraz troski i odpowiedzialności za potrzeby i los konkretnych ludzi, których Pan Bóg postawił na naszej drodze. Niech Matka Boża Królowa Polski wyprasza nam łaskę zdrowego patriotyzmu, zakorzenionego w przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Amen.

IV NIEDZIELA WIELKANOCNA – NIEDZIELA DOBREGO PASTERZA

KOLEJNA PODRÓŻ ŻYCIA ; ŚLADAMI ŚWIĘTEGO MAKSYMILJANA MARII KOLBE DO JAPONII – zakładka ogłoszenia parafialne. Liczba miejsc ograniczona. Prosimy zgłaszać potwierdzenia…. DATA PODRÓŻY – 3 XI 2026

IV NIEDZIELA WIELKANOCY - rok B - biblia.wiara.pl

Dzisiejsza niedziela, zwana Niedzielą Dobrego Pasterza, już od ponad sześćdziesięciu lat obchodzona jest jako Światowy Dzień Modlitw o Powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. Ten szczególny dzień modlitwy chcemy rozszerzyć na cały tydzień, aby przez siedem kolejnych dni, jeszcze intensywniej niż zwykle, modlić się o to, by w Kościele nie zabrakło nowych kapłanów i osób konsekrowanych, którzy zechcą oddać swoje życie na służbę Bogu i ludziom.

W dzisiejszej Ewangelii spotykamy obraz Dobrego Pasterza, który chce doprowadzić swoje owce do owczarni, aby się nie zgubiły, aby znalazły właściwą drogę. Ta droga prowadzi przez bramę, którą jest Jezus. On sam tak się nam przedstawia, mówiąc: „Ja jestem bramą owiec” (J 10,7). Chce, abyśmy wybierali tę właściwą drogę w naszym życiu, abyśmy nie pobłądzili, lecz wchodząc przez tę bramę, odnaleźli Jego jako naszego Pasterza.

Inspirując się tymi słowami Jezusa, pragniemy włączać się w modlitwę o odwagę dla tych, których On wybrał do szczególnej służby w Kościele, aby umieli usłyszeć Jego głos i podjąć to wezwanie. Być może przyzwyczailiśmy się już do modlitwy o powołania. Mniej lub bardziej świadomie włączamy tę intencję w modlitwę podczas Mszy św., pamiętamy o niej w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu, odmawiając różaniec czy inne modlitwy.

Ale sama modlitwa nie wystarczy. Potrzebne jest tworzenie kultury powołaniowej w rodzinie i parafii. Gdy myślimy z troską o przyszłości Kościoła, uświadamiamy sobie, jak ważne są starania o dobre wychowanie dzieci i młodzieży oraz o pomoc we właściwym wyborze drogi życia. Stąd powinniśmy pamiętać, aby nasze myślenie o powołaniach nie stało się tak ogólne, że zagubimy głęboki sens i tajemnicę powołania.

Papież Franciszek w zeszłorocznym orędziu na Niedzielę Modlitw o Powołania napisał:

„Powołanie jest cennym darem, który Bóg zasiewa w sercach, wezwaniem do wyjścia poza siebie, aby podjąć drogę miłości i służby. A każde powołanie w Kościele – czy to do życia jako osoba świecka, czy do posługi wynikającej ze święceń, czy też do życia konsekrowanego – jest znakiem nadziei, jaką Bóg żywi wobec świata i każdego ze swoich dzieci”.

Franciszek wyraził też potrzebę wsparcia ze strony wspólnoty wiary:

„Kościół potrzebuje pasterzy, zakonników, misjonarzy, małżonków, którzy potrafią z ufnością i nadzieją powiedzieć Panu ‘tak’. Powołanie nigdy nie jest skarbem, który pozostaje zamknięty w sercu, ale wzrasta i umacnia się we wspólnocie, która wierzy, kocha i pokłada nadzieję. A ponieważ nikt nie może sam odpowiedzieć na Boże powołanie, wszyscy potrzebujemy modlitwy i wsparcia braci i sióstr”. 

Kościół jest żywy i płodny, gdy rodzi nowe powołania. Pamiętajmy, że zdolność pielęgnowania powołań do kapłaństwa i życia zakonnego jest niezawodnym znakiem zdrowia danego Kościoła lokalnego i wspólnoty parafialnej. Bóg ze swej strony nadal powołuje młodych, ale oczekuje od nas pomocy i zachęty do udzielenia szczerej i wolnej odpowiedzi na to wezwanie. Troszcząc się o nowe powołania, bierzmy również pod uwagę konkretne uwarunkowania ich rozeznawania oraz decyzji podejmowanych przez młodych ludzi.

Pewien duszpasterz powołań opowiadał o rozmowie z młodym maturzystą, który czuje, że został przez Boga powołany do kapłaństwa, ale bardzo boi się podjąć decyzję o pójściu do seminarium. Ten młody człowiek wyraził to tak: „Kiedy słyszę, jak moi koledzy w liceum śmieją się z księży i opowiadają o kapłanach same złe rzeczy, to boję się zostać księdzem. Kiedy nawet w mojej rodzinie nie ma zbyt wiele życzliwości wobec kapłanów, ogarniają mnie wątpliwości, czy dam radę iść pod prąd tym opiniom”.

Pamiętajmy o takich młodych ludziach jak ten maturzysta. Pomyślmy, jak bardzo potrzebują naszej modlitwy i życzliwego towarzyszenia. Powołani do kapłaństwa i życia konsekrowanego nie spadają z nieba – żyją pośród nas, w naszych rodzinach, parafiach, szkołach i wspólnotach.
Ważne jest, by stwarzać okazje do rozmowy z młodymi na temat wyboru drogi życia. Bardzo istotne jest, by w rodzinie i parafii ich słuchać, próbować rozumieć ich doświadczenia i zachęcać do wzajemnej pomocy, aby dostrzegali potrzebę zaangażowanych kapłanów i osób zakonnych, a także aby widzieli piękno życia w duchu ofiary i służby Panu Jezusowi i Jego Kościołowi.

Papież Franciszek zwrócił również uwagę na znaczenie świadectwa tych, którzy już idą tą drogą:

„My, dorośli członkowie Kościoła, a zwłaszcza pasterze, jesteśmy przynaglani do przyjęcia, rozeznania i towarzyszenia drodze powołaniowej nowych pokoleń. (…) Świat szuka, często nieświadomie, świadków nadziei, którzy swoim życiem głoszą, że pójście za Chrystusem jest źródłem radości. Nie ustawajmy zatem w proszeniu Pana o nowych robotników na Jego żniwo, pewni, że On nie przestaje powoływać z miłością”.

Za powołaniem stoją konkretni ludzie, których Bóg stawia na drodze naszego życia. Włączając się więc w modlitwę i troskę o powołania, zobaczmy najpierw konkretne twarze osób powołanych, które żyją i posługują wokół nas. Wiemy z własnego doświadczenia, jak bardzo ludzie cieszą się, gdy widzą kapłanów i osoby konsekrowane szczęśliwych w swoim powołaniu.

Aby tak nadal było, pozwólmy się ogarnąć nowemu życiu, które wypływa ze spotkania z Chrystusem, naszym Panem i Pasterzem. Wtedy będziemy potrafili stawać się apostołami Jego słowa pokoju i miłości w naszych parafiach, wspólnotach i grupach, w rodzinach, pośród przyjaciół oraz w różnych środowiskach, w których żyjemy i działamy.

Na koniec naszego rozważania wsłuchajmy się we fragment tegorocznego przesłania papieża Leona XIV:

„Troska o wnętrze – od niej trzeba pilnie na nowo rozpoczynać duszpasterstwo powołań oraz wciąż odnawiany wysiłek ewangelizacji. W tym duchu zapraszam wszystkich – rodziny, parafie, wspólnoty zakonne, biskupów, kapłanów, diakonów, katechetów i katechistów, wychowawców i wiernych świeckich – do coraz większego zaangażowania się w tworzenie sprzyjających warunków, aby ten dar mógł być przyjęty, umacniany, strzeżony i objęty towarzyszeniem, by wydał obfity owoc. Tylko wtedy, gdy nasze środowiska będą jaśnieć żywą wiarą, nieustanną modlitwą i braterskim towarzyszeniem, Boże powołanie będzie mogło rozkwitnąć i dojrzeć, stając się dla każdego i dla świata drogą szczęścia i zbawienia”.

III NIEDZIELA WIELKANOCNA

 

III NIEDZIELA WIELKANOCNA – rok A – Kazania i Homilie

Liturgia słowa trzeciej niedzieli Wielkanocy prowadzi nas bardzo konkretną drogą: od smutku do nadziei, od zwątpienia do wiary oraz od śmierci do życia. W pierwszym czytaniu spotykamy apostoła Piotra. Nie jest to już ten sam Piotr, który zaparł się Jezusa. Nie jest to już człowiek, który się boi i lęka. Jego życie się odmieniło. Teraz staje odważnie i ogłasza: „Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg”. Dzięki spotkaniu ze Zmartwychwstałym Panem jego życie nabrało nowego sensu. Jest w stanie głosić Chrystusa Zmartwychwstałego, a także – ze względu na Jego imię – oddać swoje życie.

Ewangelia pokazuje nam coś bardzo ludzkiego. Dwóch uczniów idzie do Emaus. Są rozczarowani, zawiedzeni, pełni niespełnionych nadziei. Wierzyli, że Jezus odmieni wszystko, a teraz wszystko wygląda na porażkę. I właśnie w tę ciemność ich życia wchodzi Jezus. Idzie obok nich. Niestety, na tym etapie uczniowie Go nie rozpoznają. To bardzo aktualne doświadczenie: Jezus jest blisko, działa, prowadzi, a my tego nie dostrzegamy, bo jesteśmy skupieni na własnych planach, oczekiwaniach i rozczarowaniach.

Nie rozpoznali Go, bo byli zamknięci w swoim smutku i w obrazie Boga, który nie spełnił ich oczekiwań. Wtedy Jezus robi coś niezwykłego: najpierw wyjaśnia Pisma, a potem łamie chleb. To nie jest przypadek, że tak uczynił. Pokazuje niejako rytm naszego spotkania z Bogiem: najpierw słowo, które tłumaczy życie i porządkuje serce, a potem Eucharystia, w której Bóg daje samego siebie. I dopiero wtedy otwierają się oczy – nie wcześniej.

Wiara nie zaczyna się od widzenia, ale od słuchania – od momentu, w którym Słowo zaczyna dotykać serca i rozpalać je od środka. To właśnie wtedy rodzi się pytanie: „Czy serce nie pałało w nas, gdy mówił do nas w drodze?”. Prawdziwe spotkanie z Bogiem zawsze coś w nas porusza, coś w nas zmienia, a także ożywia.

Drugie czytanie przypomina nam, że nie zostaliśmy zbawieni czymś powierzchownym czy przypadkowym. Zostaliśmy wykupieni drogocenną krwią Chrystusa. To znaczy, że każdy z nas ma ogromną wartość w oczach Boga – nie przez to, co robi, ale przez to, kim jest w Jego miłości.

Co to oznacza dla nas dzisiaj, gdy rozważamy to Słowo Boże? Jezus idzie z nami nawet wtedy, gdy Go nie widzimy. W chwilach zwątpienia, zmęczenia i zagubienia nie znika – to raczej nasze oczy bywają przesłonięte. Słowo Boże ma moc rozpalać serce, ale trzeba naprawdę słuchać – nie tylko wiedzieć coś o Bogu, ale pozwolić, by On mówił do naszego życia. I wreszcie Eucharystia otwiera oczy. To najgłębsze spotkanie z Jezusem dokonuje się nie tylko w myślach, ale w realnym doświadczeniu Jego obecności.

Na końcu Ewangelii dzieje się coś bardzo ważnego: uczniowie wstają jeszcze tej samej godziny i wracają do Jerozolimy. Z człowieka smutnego rodzi się świadek. Spotkanie z Jezusem nie może zostać tylko dla mnie – ma ono mobilizować mnie do pójścia dalej, do wyjścia, do dzielenia się, do życia, które świadczy o tym, że On naprawdę żyje.

Dlatego warto dziś zadać sobie kilka pytań: czy moje serce jeszcze pała? Czy naprawdę słucham Słowa Bożego? Czy rozpoznaję Jezusa w Eucharystii?

Jezus cały czas idzie obok nas. Wciąż do nas mówi, wciąż działa i wciąż chce otwierać nasze oczy, abyśmy potrafili Go zobaczyć i iść za Nim.

 

II NIEDZIELA WIELKANOCNA – NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

 

Już druga Niedziela Wielkanocna – Niedziela Miłosierdzia Bożego. Świętujemy pamiątkę Jezusa Zmartwychwstałego, najważniejszego wydarzenia dla nas, ludzi wierzących. Ale czy na pewno uświadamiamy sobie, co się wydarzyło w tych dniach? Na myśl przychodzi mi od razu następująca historia.

Kilka dni przed uroczystością Wielkiej Nocy pewien obcokrajowiec szedł śpiesznie ruchliwą ulicą. Nagle coś go zatrzymało. Stanął przed sklepową wystawą z dewocjonaliami i przyglądał się obrazowi Ukrzyżowanego. Był tym tak przejęty, że dopiero po chwili zauważył stojącego obok małego chłopca. Malec oglądał obraz z równie napiętą uwagą jak on sam.

„Czy nie mógłbyś mi, synku, powiedzieć, co właściwie ten obraz przedstawia?” – spytał.

„To pan nie wie?” – chłopiec zdawał się zdumiewać nieświadomością dorosłego. „Więc to jest Jezus, a to Jego Matka, Maryja, stoi tu i płacze… a ci drudzy to rzymscy żołnierze… – zawahał się przez chwilę – oni Go zabili”.

Starszy człowiek po chwili odszedł. Nagle usłyszał za sobą tupot nóg. Chłopiec dopadł go zdyszany.

„Nie powiedziałem panu jeszcze najważniejszego” – mówił, łapiąc oddech. – „On potem zmartwychwstał i pokonał śmierć i przyszedł do swoich uczniów!”.

On zmartwychwstał i przyszedł do swoich uczniów. Ewangelia dzisiejszej niedzieli pokazuje nam właśnie ten moment. Wieczernik. Uczniowie zamknięci, pełni lęku, niepewności i strachu. Drzwi zamknięte, ale także zamknięte serca. I nagle pośród nich staje Zmartwychwstały Jezus i mówi: „Pokój wam”.

To pierwsze słowa Zmartwychwstałego. Nie wyrzut, nie oskarżenie, nie pytanie o ucieczkę spod krzyża. Jezus przychodzi z pokojem. Stąd pozdrowienie: „Pokój wam”. Pokazuje im swoje rany.

Zmartwychwstały Chrystus przychodzi także nieustannie do nas i nas również pozdrawia tymi samymi słowami: „Pokój tobie. Przestań się martwić i niepokoić swoimi grzechami, przestań się lękać. Ja zwyciężyłem świat i zło. Ja jestem Pierwszy i Ostatni, i Żyjący. Zaufaj Mi i złóż swoje grzechy, troski, lęki i niedostatki na Mnie. Ja już je poniosłem na krzyż i zwyciężyłem, a tobie przynoszę pokój”.

Wracając do Ewangelii, tak jak to bywa w życiu – jeden z Apostołów nie jest obecny w wieczerniku. Nie było Tomasza. Gdy uczniowie opowiadają mu, co się wydarzyło, on w to nie wierzy. Chce dowodu dla swojej wiary. I po kilku dniach otrzymuje ten dowód. Jezus staje pomiędzy nimi po raz kolejny, pokazuje mu swoje rany i mówi: sprawdź, nie bądź niedowiarkiem.

A potem wypowiada słowa, które są kluczem dzisiejszej Ewangelii: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy – są im odpuszczone, a którym zatrzymacie – są im zatrzymane”.

To właśnie w tej chwili Zmartwychwstały Chrystus ustanawia sakrament miłosierdzia. Daje Kościołowi władzę odpuszczania grzechów. Pokazuje, że Jego zmartwychwstanie nie jest tylko wydarzeniem z przeszłości, ale że Jego miłosierdzie działa nadal – w Kościele, w sakramencie pokuty, w przebaczeniu.

 

Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi o odpuszczeniu grzechów. Pragnie dla nas pokoju. Pragnie nas obdarzyć swoim miłosierdziem. Daje nam to wielkie święto, które jest nie tylko dniem szczególnego uwielbienia Boga w tajemnicy miłosierdzia, ale także czasem łaski dla wszystkich ludzi.

Nieprzypadkowo ta niedziela została nazwana Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Pan Jezus objawił tę prawdę św. Faustynie Kowalskiej, prosząc, aby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia. Polecił także namalować obraz z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”.

Na tym obrazie widzimy Jezusa Zmartwychwstałego, który pokazuje swoje rany, a z Jego serca wypływają promienie – czerwony i blady. To znak krwi i wody, znak sakramentów, znak miłosierdzia, które obmywa nasze grzechy.

Jezus powiedział do św. Faustyny, że dusza, która przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej w tym dniu, dostępuje zupełnego odpuszczenia win i kar. To wielka obietnica łaski, jakiej Kościół udziela nam w Niedzielę Miłosierdzia.

Dlatego dzisiejsza Ewangelia nie jest tylko opowiadaniem o apostołach. Ona dotyczy nas. My także zamykamy się w naszych lękach, grzechach, słabościach. My także potrzebujemy pokoju. I właśnie do nas przychodzi dziś Jezus i mówi: „Pokój tobie. Nie bój się. Przynoszę ci przebaczenie”.

Największym miejscem spotkania z Bożym miłosierdziem jest sakrament spowiedzi. Tam Zmartwychwstały Chrystus mówi do nas: „Pokój tobie, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Tam naprawdę dotykamy Jego ran, jak Tomasz. Tam doświadczamy, że miłosierdzie jest większe niż nasz grzech.

Ileż dziś ludzi żyje w niepokoju serca, ilu nosi w sobie ciężar winy, ilu nie wierzy, że Bóg może przebaczyć. A Jezus mówi jasno: nie ma takiego grzechu, którego nie mogłoby ogarnąć Boże miłosierdzie. Nie ma takiego upadku, z którego Bóg nie mógłby podnieść człowieka.

Kulminacją dzisiejszego orędzia jest jedno zdanie: miłosierdzie Boże jest większe niż każdy grzech człowieka.

Dzisiejsza Niedziela Miłosierdzia Bożego to okazja do refleksji nad tym, co ostatecznie jest dla mnie podstawą radości i nadziei. W świecie, w którym tak wiele już się zawaliło i tak wiele zawiodło, uciekamy się do Bożego miłosierdzia, prosząc o miłosierdzie dla nas i całego świata. To jest źródło naszej najgłębszej nadziei i naszego trwałego pokoju. Budowanie na czym innym okazało się nietrwałe.

Czyż świat nie dostrzega, że bez Bożego miłosierdzia chyli się ku nieuchronnemu upadkowi? Czyż my sami nie jesteśmy tak ślepi, że nie widzimy, iż jedynym ratunkiem dla zdezorientowanej i bardzo często zdeprawowanej ludzkości jest ucieczka do tego właśnie niezgłębionego oceanu Bożego miłosierdzia?

Kronika parafialna jednego z hiszpańskich kościołów opisuje między innymi następujące wydarzenie. Spowiadający w tym kościele duszpasterz był niezwykle surowym ascetą. Wymagał bardzo dużo nie tylko od siebie, ale również od swoich penitentów. Zdarzyło się, że przychodził do niego do spowiedzi pewien grzesznik, który ciągle popełniał te same grzechy. Surowy spowiednik upominał go podczas kilku spowiedzi, ale na próżno. Wreszcie przy jednej ze spowiedzi powiedział mu otwarcie:

„Jeżeli się nie poprawisz i przyjdziesz jeszcze raz z tymi samymi grzechami, nie dostaniesz rozgrzeszenia”.

Kiedy ten biedny grzesznik przyszedł następnym razem i wyznał znowu te same grzechy, spowiednik był nieprzejednany. Jak opisuje kronika, miał się wtedy wydarzyć następujący cud. Na ścianie kościoła, naprzeciw konfesjonału tego surowego kapłana, wisiał duży drewniany krzyż z ukrzyżowanym Chrystusem.

W momencie, kiedy skruszony grzesznik prosił o rozgrzeszenie, a serce kapłana pozostawało nieugięte, Pan Jezus miał oderwać jedną rękę od krzyża i udzielić temu grzesznikowi przebaczenia. Następnie napomniał kapłana słowami: „To Ja umarłem za tego grzesznika na krzyżu, nie ty. Dlaczego więc odmawiasz mu Mojego miłosierdzia i przebaczenia?”.

Historia grzesznika, który ciągle upada w te same grzechy, jest historią każdego z nas. My również wiele razy przystępowaliśmy do sakramentu pokuty i wiele razy obiecywaliśmy poprawę, a potem znowu upadaliśmy. Pomimo tego Chrystus nie zmęczył się naszymi upadkami i niewiernościami. Nieustannie okazuje nam swoje przebaczenie i miłosierdzie.

Ileż dziś ludzi ślepych duchowo, ilu głuchych na Boży głos, ile osób strapionych i przygnębionych? Do tych wszystkich ludzi przychodzi Jezus ze swoim orędziem miłosierdzia i przebaczenia. I nieważne, ile razy upadamy – On nam przebacza, bo Jego miłosierdzie nie ma granic i się nie kończy.

Dzisiejsza Niedziela Miłosierdzia jest zaproszeniem: zaufaj. Nie uciekaj przed Bogiem. Nie bój się spowiedzi. Nie myśl, że twoje grzechy są zbyt wielkie. Jezus czeka właśnie na ciebie.

Na obrazie Jezusa Miłosiernego widnieją słowa: „Jezu, ufam Tobie”. To najkrótsza i najpiękniejsza modlitwa tej niedzieli. To także program życia chrześcijanina.

Dlatego wezwaniem dzisiejszej Ewangelii jest jedno: zaufaj miłosierdziu Boga i wróć do Niego.

Niech każdy z nas zapamięta jedno zdanie: im większa nasza nędza, tym większe prawo do Bożego miłosierdzia.

Nie bądźmy zatem niedowiarkami i nie traćmy ufności w nieskończone miłosierdzie Boże. Choćby nasze grzechy były bardzo wielkie i – jak w przytoczonym przykładzie – bylibyśmy niepoprawnymi grzesznikami, ufajmy, że miłosierdzie Boże jest jeszcze większe.

Przecież sam Jezus udziela nam przebaczenia i miłosierdzia. Tylko od nas zależy, czy skorzystamy z tej łaski. Odpowiedzmy Mu dziś z wiarą i ufnością: Jezu, ufam Tobie. Amen.